rano tata wyszedł do pracy ciągnąc za sobą dwie walizy, z których jedną (większą) prawie całą wypełniły moje rzeczy. przed wyjazdem mieliśmy z mamą trochę czasu, więc poszliśmy na spacer, a przy okazji chcieliśmy załatwić sprawę w banku. niestety, okazało się, że bank jest zamknięty, bo dwa dni temu był tam prawdziwy napad na bank! no i musieliśmy jechać do innego oddziału.
po południu wskoczyłem do swojej granatowej fury i mama zabrała mnie na przystanek autobusowy. za chwilę jechałem po raz pierwszy w życiu prawdziwym autobusem. zupełnie inaczej się jedzie niż naszym samochodzikiem, ale i tak miałem niezłą frajdę.
na dworcu mama wypiła herbatkę, a potem przyjechał tata z walizami i wsiedliśmy do pociągu. na początku to nawet spałem, ale potem już mi się nie bardzo chciało i się wierciłem w wózku. to chyba dlatego, że przedział był tak wyciszony, że nie było w ogóle słychać, że jedziemy pociągiem. dlatego tata zabierał mnie na korytarz między wagonami, gdzie było porządnie słychać stukot kół i wtedy spokojnie zasypiałem.
podróż minęła więc zupełnie znośnie. w szczecinie odebrał nas dziadek i pomknęliśmy szosą do świnoujścia. jak już się ucieszyłem ze spotkania z dziadkiem to zaraz zasnąłem bo już pora była późna. za godzinkę byliśmy na miejscu, a babcia tania wyskoczyła przed blok, żeby mnie przywitać.
dzień skończył się dla mnie kolejnym miłym akcentem, bo rodzice ogłosili dzień dziecka i mogłem iść spać bez kąpieli! hurra!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz