w międzyczasie trochę popadał deszcz, ale jak przestał to wybraliśmy się na stare miasto. nie wiem, kto układał tam kostkę, ale wiem, że mu nie bardzo wyszło bo mnie strasznie tam wytrzęsło. na rynku było dużo ludzi, jak to w niedziele w południe, a na środku, na podwyższeniu stała taka pani z szablą i tarczą. rodzice wytłumaczyli mi, że to symbol warszawy, w której mieszkamy. aha, zapamiętam. jak wracaliśmy do domu, to było straszne oberwanie chmury i musieliśmy bardzo powoli jechać.
w domku czekał na mnie mój miś. opowiedziałem mu gdzie dziś byliśmy, ale niedługo ogarnęła nas senność i postanowiliśmy się troszkę zdrzemnąć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz