niedziela, 2 sierpnia 2009

poznaję rodzinkę

na najbliższe dwa dni mamy zaplanowanych naprawdę sporo zajęć.
zaczęliśmy od spacerku po świnoujściu. jak już pojechałem w podróż to trzeba zwiedzać! najpierw mama pokazała mi przedszkole, do którego kiedyś sama chodziła. potem wybraliśmy się na promenadę i… nad morze! no, no, jak długo żyję, to tyle wody na raz jeszcze nie widziałem. szczególnie spodobała mi się plaża i wizja budowania zamków z piasku za kilka lat. szum bałtyku zrobił na mnie takie wrażenie, że postanowiłem się zdrzemnąć, a dorośli wykorzystali moment mojej nieuwagi i zjedli tak duże porcje lodów, że babcia i tata ledwo dali radę. w drodze powrotnej do domu zatrzymaliśmy się przy telesforze na zdjęcie. telesfor to taki smok, na którym fotografują się wszystkie świnoujskie dzieci. stoi w parku już od ładnych paru lat i jak się domyślacie, mama też ma przy nim zdjęcie.

po południu pojechaliśmy do goleniowa, do rodziny stachowiczowej. okazało się, że wszyscy nie mogli się już na mnie doczekać i bardzo się ucieszyli na mój widok. Jak tylko weszliśmy za próg, dookoła mnie pojawiło się chyba z dziesięć osób. wcale ale to wcale się nie bałem, bo byłem na rączkach u taty. prababcia marysia była dla mnie taka miła, że posłałem jej na dzień dobry mój firmowy uśmiech, z czego strasznie się cieszyła. u wujka jurka wszyscy się objadali, więc i ja skorzystałem z okazji i napiłem się mleczka od mamy. ale najbardziej to mnie chyba polubiła mała dominika, która nie odstępowała mnie na krok i nawet jak spałem pilnowała mojej gondolki.

po obiadku poszliśmy do cioci joli i wujka staśka. tam poznałem się też z ich pieskiem rico, na którego nikt nie woła rico, tylko tak śmiesznie „bi - brother” to dlatego, że piesek jest labradorem, a pradziadek ciągle przekręcał jego nazwę i mówił bi-brother, no i tak już zostało. szkoda, że jestem jeszcze za mały, żeby się z nim pobawić, ale co się odwlecze to nie uciecze. dziś już kąpanko mnie nie minęło. co prawda nie pluskałem się w swojej wanience, ale w najprawdziwszej w świecie wannie! po pełnym wrażeń dniu mogłem udać się na zasłużony odpoczynek.

w niedzielę wybraliśmy się do kościoła. wcześniej rodzice też mnie zabierali, ale za każdym razem przeszkadzał nam deszcz. a dziś po raz pierwszy mieliśmy szczęście i była piękna pogoda. po kościele spotkaliśmy się u prababci i pradziadka na obiedzie. przyjechała też ciocia olcia, która ma być moją mamą chrzestną.

niestety, znowu okazało się, że nawet mama i tata nie umieją spowolnić biegnącego czasu i musieliśmy wracać do świnoujścia. po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w wolinie, gdzie spotkaliśmy dużo wikingów z gęstymi brodami. w ogóle się ich nie bałem, bo byli bardzo sympatyczni. może kiedyś też zostanę dzieckiem wikingiem, bo kilkoro takich widziałem i bardzo mi się spodobali, mieli miecze i łuki. spotkałem też wikingów jedzących kebaby, wyobraźcie sobie taki widok!

po powrocie do świnoujścia wybrałem się z rodzicami do kuzyna babci mai – irka, jego żony lidki i ich córeczki – weroniki. wujek jest bardzo zabawny i ciągle dowcipkuje, więc było wesoło. weronika cały czas dokazywała, ale nie mogłem jej niestety dotrzymać towarzystwa, bo ciągle byłem u kogoś na rękach albo w swojej gondolce.

wieczorem okazało się, że tata wyjeżdża do warszawy, do pracy i było mi bardzo smutno. jeszcze nigdy nie rozstawaliśmy się przecież na tak długo. ale tatko obiecał, że wszystko zleci trzask - prask i nawet się nie obejrzę, jak znów się spotkamy!

i mama też była kiedyś przedszkolakiem

morza szum

w oczekiwaniu na wielkie porcje lodów

pora na telesfora

u dominisi na rękach, z asekuracją

jak nikt nie widział rico oblizał mi czubek głowy, ale gilgotało

pod kościółkiem

z ciocią jolcią, co ją w oko ugryzł owad

pozujemy z ciocią olcią

prababcia marysia i pradziadek antek – jestem ich pierwszym prawnuczkiem!

w wolinie: w tle wioska wikingów, a obok prawdziwi wikingowie

płynę sobie promem przez świnę

wujek irek i weronika co fikołki fika

cioci lidce też się podobałem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz