piątek, 10 lipca 2009

drugi raz w mrozach

zaraz po śniadaniu tata gdzieś zniknął, a ja spędzałem sobie miło czas z mamą i babcią. okazało się, że tata pojechał spotkać się z moją panią doktor, powiedzieć jej, jaki byłem dzielny na pobieraniu krwi i zapytać o wyniki badań. jak przyjechał to spakowaliśmy się i w drogę do babci mai i dziadka marka w mrozach. tym razem starałem się bardziej rozglądać po drodze i nie spałem już tak jak poprzednio. w mrozach kupiliśmy bardzo dobre lody (jak już pewnie zauważyliście lubię lody, mniam).

dziadki mrozowskie i ich piesek munio byli bardzo zadowoleni, jak mnie zobaczyli. babcia przygotowała mi wygodne miejsce na kanapie w salonie, a ja obiecałem jej, że tym razem nie będę nic osikiwał. posiedzieliśmy trochę przy kawie i herbacie, a potem poszedłem z dziadkami na spacer, a rodzice zostali, żeby się dla odmiany pouczyć. niestety, szybko musieliśmy wracać, bo pogoda robiła się nieciekawa. nauczyłem się, że w dobrym towarzystwie szybko mija czas i zaraz się okazało, że wracamy do domku.

jakoś od początku polubiłem tą kolorową piłeczkę

odpoczynek po podróży

dziadek, ogródek i ja

no i w którą tu stronę pozować?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz