wtorek, 21 lipca 2009

zwiedzam warszawę

obudziłem się dziś rano i stwierdziłem, że fajnie by było trochę pozwiedzać. akurat tak się złożyło, że rodzice zabrali mnie na pobranie krwi i w zamian, że byłem taki dzielny wybraliśmy się na małą wycieczkę. pojechaliśmy na plac piłsudskiego, bo tam tatko miał spotkania, no i tam widziałem prawdziwe wojsko! była jakaś zbiórka i byli nawet lotnicy i marynarze, ale zaraz gdzieś czmychnęli. tymczasem okazało się, że nieopodal był grób, którego pilnowało dwóch żołnierzy. mieli nawet prawdziwe karabiny. zapozowałem i mama zrobiła mi z nimi zdjęcie. byliśmy też chwilkę w parku saskim, a potem tatuś niestety musiał iść do pracy.

wieczorem odwiedziła nas ciocia danka. ciocia ta właśnie wróciła z chin i tybetu, opowiadała różne ciekawe historie. na przykład w chinach, niektóre dzieci nie noszą pieluch, tylko rodzice przecinają im spodnie w miejscu, gdzie normalnie byłaby pielucha. i tak chodzą, jak trzeba sprawę załatwić to trzask prask i po sprawie. a w tybecie ciocia piła moje zdrowie tybetańskim piwem, bo tam akurat była jak się urodziłem.

tak w ogóle, to dzisiaj była rocznica trzydziesta, to podobno bardzo dużo lat, ślubu moich świnoujskich dziadków i dzwoniliśmy składać życzenia, a uściski będą jak się z nimi spotkam osobiście.

tak sobie rano śpię

z tatą na placu piłsudskiego

ach ci żołnierze…

… z karabinami

fontanna parkowa

poobiednia drzemka – na kung fu pandę

z ciocią danką

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz