środa, 8 lipca 2009

ileż się można uczyć

dziś króciutko. rodzice ciągle się uczą, przez co za wiele się nie dzieje. babcia tania stara się ubarwić mi życie i zabiera na spacery i na zakupy. potem robi różne smaczne rzeczy do jedzenia dla rodziców. ja też pośrednio się załapuję, od mamy. dziś babcia upiekła taki wielki pieróg, wyglądało jak chleb, a ciasto było kopytkowe, a w środku mięsko. pycha.

no a wieczorem odwiedzili nas kolejni goście, ciocia kala i wujek tomek, rodzice na nich mówią kurkowiaki. było bardzo fajnie, bo mogłem sobie u nich posiedzieć na rękach. niestety już niedługo się wyprowadzają z warszawy i ciężko będzie się z nimi spotkać, ale zapraszają nas do swojego nowego domku pod krakowem, więc jakieś plusy tej transakcji można jednak dostrzec.

śpię sobie na balkonie, bo deszcz przerwał nam spacerek

starałem się za dużo nie przeszkadzać

ach te ustawy

na rękach u cioci kali udawałem grzeczniejszego niż jestem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz