zaraz z urzędu pojechaliśmy do bastków. właściwie to wujek bastek był w pracy, ale tak rodzice mówią bastki również na jego żonę mary i syna żabka, tzn. michała, ale michał to nikt na niego nie mówi. no więc leżałem sobie z żabkiem na łóżku i obie mamy robiły nam sesję zdjęciową. było naprawdę super. potem pojechaliśmy na przejażdżkę naszymi brykami. mamy były na lunchu, a potem wszyscy poszliśmy na lody. na lodach mama spotkała kolegę, którego poznała 6 lat temu w tabriz, takim mieście w Iranie, spodobałem mu się nawet.
a wieczorem przyszła do nas ciocia ilonka z wujkiem jackiem. mógłbym na tą ciocię mówić ciocia piszczałka, bo tak fajnie popiskuje jak widzi małe dzieci. no a jak mnie widzi to się to nasila i wszyscy się cieszą, że ona taka zadowolona. te popiskiwania, to słyszałem już będąc u mamy w brzuchu, często przychodziła do mamy pytać czy mogę ją kopnąć, a ja się nie kwapiłem, no bo kto to kopie damy! no a jak do nas przyszli, to ciocia popiskiwała już pod drzwiami, bo zobaczyła tam mój wózek i już się chyba nie mogła doczekać aż mnie zobaczy. więc wskoczyłem do niej na rączki. byłem też u wujka, chwilę płakałem, bo już mi się powoli zachciewało spać, ale potem się uspokoiłem, no bo oni tacy mili, to nie chciałem ich wystraszyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz