czwartek, 9 lipca 2009

mam fajny plaster

dziś od rana było małe zamieszanie, jechaliśmy do lekarza. ostatnio było całkiem fajnie, więc się nic a nic nie obawiałem, a tu przykra niespodzianka. pani doktor zarządziła pobieranie krwi. co prawda, były bardzo miłe pielęgniarki i miały w gabinecie krokodyla, dokładnie takiego jak mój giena, ale i tak bolało, więc głośno płakałem. jak zobaczyłem, że mama o mało się nie popłakała to się trochę uspokoiłem, żeby już się tak nie martwiła, w końcu nie było aż tak strasznie. na koniec dostałem super plaster z zajączkiem i marchewkami, tak mi się spodobał, że chodziłem w nim prawie cały dzień.

no a potem jak zwykle w nagrodę pojechaliśmy na lody. tym razem do grycana. a babcia dodatkowo piła kawkę w fajnej filiżance. co prawda mama zjadła aż cztery gałki, a te lody to miała być nagroda dla mnie, że byłem taki dzielny, jak zwykle wytłumaczyła mi, że ja dostanę trochę tych lodów w mleku. no niech będzie, chociaż wietrzę tu jakieś małe oszustwo.

w oczekiwaniu na wizytę u lekarza

jeszcze nie wiem co mnie czeka

z babcią na lodach

na kolankach u taty

a to mój fajny plaster

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz