na szczęście popołudniu wyrwaliśmy się do wilanowa. gryzły trochę komary… nie mnie oczywiście, bo cały czas ktoś pilnował, żeby do mnie się nie zbliżały. ale mamę, babcię i tatę już tak. w nagrodę za te komary zabrałem całą trójkę na lody. pałac był całkiem ładny, ale z tyłu remonty, a za wstęp musieliśmy zapłacić, na szczęście ja nie musiałem kupować biletu.
no a potem ledwo zdążyliśmy wrócić do domu, a tu przyjechała ciocia basia, swoim małym czerwonym samochodzikiem. przywiozła ze sobą cały karton ubranek, zaraz chciałem je poprzymierzać. ciocia opowiadała różne historie, bo dopiero wróciła z toskanii czy coś. mowa też była o jakichś sardynkach. tak czy siak bardzo zachwalała, więc mama też powiedziała, że chce żeby tatuś nas tam zabrał. no ale to już pewnie nie w tym roku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz