poniedziałek, 31 sierpnia 2009

wysyp szymonów

wyobraźcie sobie, nie dość, że poniedziałek, to do tego jeszcze ostatni dzień wakacji. jak wiecie nie lubię poniedziałków, no a wakacje polubiłem (chociaż sam na razie nie wiem, co to niewakacje). cały dzień byłem marudkiem, a to zasnąć nie mogłem, a to mi się nudziła karuzelka… mama postanowiła mnie trochę rozerwać i pojechaliśmy do taty na lunch. ja tym razem nic nie jadłem, tylko spałem, więc rodzice wcinali swobodnie swoje trzy dania. niestety jak wstałem, to tatko już musiał wracać do fabryki. tata tak mówi, na swoją pracę, chociaż mama mówi, że to nie jest prawdziwa fabryka. to nie wiem po co tak mylić syna.

wieczorem przyszli do nas wujek szymon i ciocia marta. właściwie to wujka szymona mama nazywa z rosyjska wujek siemion. z tym wujkiem mama pracowała przez długi czas w kijowie, a tam się mówi po rosyjsku i po ukraińsku, i właśnie w tych językach szymon to siemion. jak widzicie mam aż trzech wujków szymonów, no istny wysyp. a do tego dwóch z nich ma dziewczyny marty, to znaczy nie dziewczyny, tylko jeden ma żonę, a drugi przyszłą żonę. czyli, że co, szymony to muszą mieć marty jako żony? hmmm…

w każdym bądź razie, wizyta wujka siemiona i cioci marty stała pod znakiem mojego marudzenia, no mówiłem, że dziś poniedziałek i do tego koniec wakacji. mama się tylko śmiała, że przestraszę ich i nie będą chcieli mieć dzieci. ale ciocia i wujek nie przejęli się zbytnio, więc może nie było tak źle.

pod fabryką taty

ciocia marta i wujek siemion, jedyne zdjęcie które udało się zrobić zanim zacząłem sesję marudkową

1 komentarz:

  1. chyba dzieci mają jakiś sezon na marudkowanie bo Nela tez zrzędliwa ostatnio, pewnie czują że koniec wakacji

    OdpowiedzUsuń