niedziela, 16 sierpnia 2009

pożegnania nastał czas

niestety wszystko co dobre szybko się kończy. nadszedł czas na wyjazd ze świnoujścia. rano jeszcze byliśmy w kościele, gdzie grzecznie spałem pomimo hałasów, jakie urządzało dwóch bliźniaków, mieli pewnie po 3 lata, a jeden z nich na tasiemce nosił smoczek. jak za dużo dokazywał do podchodziła do niego jego mama i wsadzała mu ten smoczek do buzi. mama powiedziała, że ja ze swoim smoczkiem będę się musiał rozstać wcześniej. jaka szkoda.

potem rodzice pojechali się kąpać w morzu i nie chcieli mnie zabrać. już, już chciałem robić awanturę z tego powodu, ale zostawili mnie z dziadkami, więc było fajnie.

no i po obiedzie wszystko zostało spakowane i ruszyliśmy w drogę, na prom, a potem na pociąg. kochana babcia płakała jak pociąg odjeżdżał i zrobiło się strasznie smutno. w pociągu jechaliśmy strasznie długo, bo aż dwie zmiany pieluchy, czyli 7 godzin. podróż zniosłem dzielnie i pochwaliły nas nawet panie co siedziały obok, szczególnie, że do jednej zacząłem się uśmiechać i była wniebowzięta. zasnąłem w drodze powrotnej z dworca do domu i tak sobie spałem aż do 5 rano, mama nie mogła uwierzyć, ale pierwszy raz przespałem 7 godzin.

pomyślicie sobie chyba, że sponsorem dzisiejszego wpisu jest liczba 7.

mieliśmy dużo bagażu, 7 rzeczy: dwie walizki, dwie torby, wózek, reklamówka z jedzeniem i torebka mamy

w pociągu wszystko było ciekawe

czasem uciekaliśmy od mamy się pobawić

a czasem chowaliśmy się przed tatą na korytarzu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz