razem z mamą robimy dziennie kilka ładnych kilometrów. chodzimy po parku i na promenadę, po drodze zaliczamy różne dziwne miejsca. dziś przyszedł czas, abym zobaczył jedno z dwóch świnoujskich kin. to kino było kiedyś kinem klubowym marynarki wojennej, a obecnie okazało się, że kino to zostało zamienione nie uwierzycie w co… w kościół. mama też nie mogła uwierzyć jak jej to opowiadał wujek rafik, więc poszliśmy sprawdzić. i rzeczywiście, a najlepsze są dwie miny morskie, które stoją przed wejściem do tego kino-kościoła. zrobili z kina kościół, a mama jak to zobaczyła to powiedziała do mnie: istny cyrk i jak tu rozumieć dorosłych.
acha, jeśli chodzi o historię drugiego kina świnoujskiego, to zostało ono zburzone i na jego miejscu jest parking. mama mówi, że to smutne, że najbliższe kino jest 70 km od świnoujścia. potem dla poprawienia nastroju byliśmy przy ujściu świny (to rzeka o takiej zabawnej nazwie) do morza, i teraz już rozumiem, dlaczego świnoujście nie ma nic wspólnego ze świnkami.
popołudniu byliśmy na promenadzie z babcią i tam było mnóstwo ludzi z dziećmi. jak się domyślacie mamie i babci podobałem się najbardziej. a potem przyszła ciocia basia, koleżanka babci, żeby mnie obejrzeć, tyle, że mama zapomniała jej zrobić zdjęcia. ups.

kino kościół z miną u wejścia

przewijanko na ławeczce przy muszli koncertowej

świny ujście

kręte schodki przy świny ujściu

z babcią na promenadzie – pełen lans
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz