a było to tak…
zapowiadał się najzwyklejszy na świecie dzień, mama oczywiście coś kombinowała, ale jakoś nie mogła wymyślić nic ciekawego, co by tu robić, i właśnie wtedy zadzwonił telefon. że chłopaki, franek i maciek jadą do zoo! i koniecznie chcą żebym się przyłączył. długo nie musiałem mamy namawiać i już byliśmy w samochodzie. mama z mapą, bo jak tu dojechać, niby jeździ po tej warszawie, ale wszystkim dyryguje tata, więc trochę samodzielności i nowe miejsce, do którego trzeba dojechać i już się gubi.
na wstępie kupiliśmy bilet i rozpoczęliśmy poszukiwania chłopaków. mieliśmy tylko namiar, że są nieopodal żyraf. myślałem, że będzie prosto, no bo te żyrafy takie wysokie to powinno być z daleka je widać. no ale wcale łatwo nie było. okazało się, że franek z maćkiem szaleją na jednym z placów zabaw, no a dziś w planie było obejrzenie ryb, no i ciocia ala, ich mama, ciągle powtarzała, że musimy iść do ryb. ale jak tu iść do ryb, jak po drodze, to zjeżdżalnie, to huśtawki, to lody, to kukurydza, a do tego nosorożce, małpy, pelikany, lwy… aż z tego wszystkiego zasnąłem. okazało się oczywiście, że mama pod moją nieuwagę zjadła loda kręconego. i tak nieźle że skończyło się na jednym, bo chłopaki zjedli po dwa. jak już dotarliśmy do tych ryb, to nikomu nie chciało się ich oglądać.
wracając maciek i franek byli zmęczeni, a trzeba przyznać, że dzielnie maszerowali przez prawie 3 godziny bez wózka. maciek w pewnym momencie rozpoczął strajk okupacyjny. okupował na siedząco trawnik i nie chciał za nic iść dalej. nie pomogły nawet propozycje siedzenia na rączkach i na baranach u cioci ali. nie i koniec. myśleliśmy, że z tej patowej sytuacji wybawią nas siostry zakonne, ubrane jak matka teresa i ciemnoskóry zakonnik, który im towarzyszył. podeszły do maćka i chciały pertraktować, a my do niego mówimy, żeby z nami szedł, bo siostry zabiorą go ze sobą. straszna chryja z tego wyszła, bo franek wpadł w histerię, że maćka chcą porwać zakonnice, i że musimy go teraz za wszelką cenę ratować, że się boi, że mu brata ukradną. no i taka to historia. na szczęście, jak z horyzontu zniknęły siostry to się trochę uspokoił, a i maciek, który sióstr się wcale nie przestraszył, stwierdził, że może zakończyć strajk i iść do domu.
no, takie to przygody były dziś… oczywiście całe zajście obserwowały z boku nosorożce i małpiszony.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz