na imprezie było bardzo sympatycznie, były dziadki, był tort (pierwszy raz jadłem torta, no niebezpośrednio, a od mamy), i prezenty, i śpiewaliśmy sto lat. znaczy się ja tylko otwierałem buzię, ale też się starałem.
potem trochę zacząłem marudzić, więc tata zabrał mnie na balkon. rodzice już nawet chcieli jechać do domu, ale się uspokoiłem, więc zostaliśmy dłużej. wujek i mikołajek rysowali dla mnie różne figury na kartkach i mi je pokazywali, a ja ku ogólnej radości wpatrywałem się w nie i byłem zadowolony. nawet kot chciał się ze mną zakolegować, ale mu nie pozwolono.
mikołajek szalał ze swoim urodzinowym wyposażeniem trans-formersowym i wszyscy musieli uważać, żeby ich nie zastrzelił laserem. zaraz zrobiło się już jednak późno, pożegnaliśmy się ze wszystkimi i wróciliśmy do domku.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz