niedziela, 31 stycznia 2010

dzisiaj w betlejem

rano wstaliśmy bardzo wcześnie. okazało się, że po to, żeby pójść do meczetów, które są zaraz obok ściany płaczu. to bardzo ważne miejsca dla muzułmanów, niestety wpuszczono nas tylko na teren dookoła, a do samych meczetów nie, bo nie wyglądaliśmy muzułmańsko. był jeden pan co nie wyglądał muzułmańsko, ale miał turecki paszport i mógł wejść. pokręciliśmy się tam trochę, pooglądaliśmy niebieskie ściany i złoty dach z najprawdziwszego na świecie złota i zeszliśmy do ściany płaczu, bo tam musieliśmy zostawić karteczki z prośbami. nawet dziadki świnoujskie przekazały swoje karteczki do wsadzenia. było tam bardzo dużo karteczek, więc chyba się spełniają te prośby, że tak ludzie zostawiają.

zaraz potem wyruszyliśmy na wyprawę do betlejem. o tym betlejem, to słyszałem już na święta, bo ciągle o tym śpiewano, no i okazało się, że jak tam dotarliśmy to nie było żadnej szopy, ani aniołów, ani owiec, królów i pasterzy, tylko następne kościoły i kapliczki, więc byłem lekko zawiedziony. zanim tam dojechaliśmy to musieliśmy przekroczyć taki olbrzymi mur i różnych panów z karabinami mijaliśmy i nas wpuścili na te terytoria, i one się nazywają okupowane. i naprawdę nie było to fajne, że ten mur był, chociaż był kolorowy i było dużo napisów, to mama mi wytłumaczyła, że te napisy są bardzo smutne.


co to za kwiatki na mojej głowie znowu

złoty meczet

my z tatą i nasz niemuzułmański wygląd

tata wkłada karteczkę

w betlejem jadłem w klasztorze

a potem uciąłem sobie drzemkę

przymierzam okulary taty

to ta smutna ściana – mur

przechodzimy za ścianę

wracamy do jerozolimy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz