sobota, 30 stycznia 2010

jerozolimskie uliczki

no więc na jerozolimę mamy kilka dni, bo to jest jednak świetne miasto, i nie wiedzieć jak, mama planując trasę podróży, o tym wiedziała i zaplanowała, że tu zostaniemy kilka dni. jest co zwiedzać, kościołów, kapliczek i innych atrakcji, jest dużo tych czarnych żydów, więc dla nas to też atrakcja, bo wyglądają tak inaczej i ja się w nich wpatruję, ale oni w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych są odporni na moje rozbrające uśmieszki i spojrzenia. no cóż, z nimi nie możemy zrobić numeru: na dziecko.

jak wygląda taki numer? idziemy sobie, ja się do kogoś fajnego uśmiecham, no i ten ktoś też się uśmiecha, no i wtedy tata pyta, czy można by tak zdjęcie zrobić, no i oczywiście wszyscy się zgadzają. na ten trik złapaliśmy w jordanii dużo beduinów i beduinek, a w dziś rano mnicha koreańskiego, który do tego na dowidzenia dał mi różaniec. a jeśli chodzi o tych czarnych żydów to od początku jak po grudzie, bo czarni żydzi (nie, nie murzyni, ale tak nazywani są żydzi ortodoksyjni ubierający się na czarno) wcale ale to wcale nie chcą się do mnie uśmiechać, ciągle gdzieś pędzą (albo do ściany płaczu albo od ściany płaczu), no i klops. robimy im zdjęcia z ukrycia, albo z zaskoczenia, albo na pozę, czyli ja z tatą pozujemy, a mama zamiast nam robi zdjęcia im… hi hi. a po cóż im w ogóle robić zdjęcia, zapyta nie jeden. a no potóż, że fajnie wyglądają i są bardzo fotogeniczni, w sensie tacy no ciekawi.

ale odbiegłem od tematu, dziś nawiedzaliśmy wiele, bo byliśmy i w armeńskiej dzielnicy i cerkwi i w bazylice grobu pańskiego, gdzie było mnóstwo ludzi, a potem mama była w kościele świętego aleksandra, ale chcieli wstęp i po sprawdzeniu przez mamę my tam nie poszliśmy, potem byliśmy w koptyjskim kościele u etiopskich mnichów. a o 16tej przyszła do nas do hotelu nina, kto to nina? to bardzo skomplikowane. nina to koleżanka z liceum, dziadka mojej koleżanki - buczka mruczka. rozumiecie? no więc nina mieszkała kiedyś w warszawie, a potem się okazało, że jej powiedzieli, że ma tam nie mieszkać, bo jest żydówką i wyjechała do jerozolimy właśnie. i nina opowiadała różne ciekawe rzeczy rodzicom i nie mogli się nagadać, a że jeszcze przyniosła pyszne słodycze, to pili arabską herbatę i zajadali i gadali i gadali… no a potem byliśmy na dachu naszego hostelu, bo tam jest świetny widok. nina nam poopowiadała co jeszcze możemy w izraelu zwiedzić, a z czego możemy zrezygnować i o stosunkach z palestyńczykami tych żydów właśnie. ale ona jest bardzo proarabska i nawet po arabsku mówi! to ci dopiero.

jednak w chuście jest super

napotkany mnich koreański

z tatą pod kościołem grobu pańskiego

zaraz obok suku

z niną na tarasie naszego hotelu z super widokiem

szaleję na łóżku

1 komentarz: