piątek, 29 stycznia 2010

czas na jerozolimę

rodzice znowu obudzili mnie wcześnie. dziś mamy w planie przejechać granicę jordańsko-izraelską i dotrzeć do jerozolimy. dużo już słyszałem o tej jerozolimie i nie mogłem się doczekać aż ją zobaczę. no ale najpierw musieliśmy dojechać taksówką na granicę. a to nie jest taka zwykła granica jak byście sobie myśleli. bardzo tu wszystkiego pilnują, noszą karabiny, zabierają bagaże do kontroli a niektórzy robią nawet groźne miny. czekaliśmy w kilku kolejkach aż w końcu można było jechać przez most łączący oba kraje. potem jeszcze formalności po drugiej stronie i już byliśmy w izraelu.

do jerozolimy przyjechaliśmy busikiem. panowie chcieli nawet, żeby tata zapłacił za mój bilet. ciekawe, nie płaciłem w samolocie, ani w żadnym muzeum, a tu nagle taka historia?! dopiero interwencja mamy pomogła i mogłem jechać za darmo.

w jerozolimie mamy fajny hotelik w dzielnicy arabskiej. zaraz jak się rozpakowaliśmy i troszkę odpoczęliśmy ruszyliśmy na spacerek. na razie byliśmy tylko pod takim murem, który się nazywa ściana płaczu, ale ja tam nie widziałem nikogo, żeby płakał tylko wszyscy się modlili. było bardzo dużo ludzi. rodzice mi wyjaśnili, że akurat zaczynał się szabat, czyli ważny dzień w tygodniu dla żydów i że oni wtedy gromadzą się właśnie w tym miejscu. po prawej chłopaki, po lewej dziewczyny, chłopaki muszą nosić czapki, tata musiał pożyczyć jarmułkę. żydzi ubrani byli w odświętne stroje. jedni mieli takie śmieszne szlafroki w paski, inni byli cali na czarno, a jeszcze niektórzy nosili futrzane czapy na głowach, że aż się zastanawiałem, jak im nie gorąco. najgorsze, że w ten szabat jest zakaz robienia zdjęć i nie mogliśmy ich nafotografować.

a potem wróciliśmy do hotelu, bo musimy mieć siłę na zwiedzanie jutro!


to ta ściana, gdzie żydzi się modlą

tata pożyczył mi swoją latareczkę…

…i razem z mamą możemy już ruszać na nocne manewry

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz