śniadanie przerwało nam przybycie jakiegoś pana, który przywiózł nam samochodzik. będziemy nim jeździć po jordanii przez najbliższe kilka dni. razem z samochodem przyjechał mój nowy fotelik. inny niż ten, co mam na co dzień, ale też daje radę. jak już upchaliśmy nasz cygański tabor w bagażniku i nie tylko, to ruszyliśmy przed siebie. zaraz zaczęły się piękne widoki na góry, doliny i kaniony. droga zrobiła się kręta, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. a ponieważ mama dostała ważną funkcję pilota, mogłem sobie spokojnie podrzemać.
pierwszy przystanek mieliśmy na zamku w karak. widziałem już w swoim życiu zamek, ale ten jest wyjątkowy, bo postawili go panowie krzyżowcy bardzo dawno temu. chodziliśmy sobie po różnych podziemiach i komnatach. niezła by tam była zabawa w chowanego.
z zamku poszliśmy coś zjeść. byliśmy w miłej restauracji i była miła obsługa pana saida, który nam pokazywał różne eksponaty, tzn. mi i mamie, no i był król w dwóch wcieleniach (niestety tylko na zdjęciach). mi też podgrzali słoiczek z jedzeniem, który zjadłem w samochodzie. żeby szybciej móc już jechać dalej. rodzice mówią, że najbliższe dni będą bardzo ciekawe, bo jutro idziemy do jakiejś petry, nie wiem co to za jedna, ale podobno ma być fajnie.

przerwa na zdjęcie, w kanionie

tajemne komnaty

i trochę różnych schodków

o, pan said ma fajny sweterek

jedzenie w samochodzie

po zwiedzaniu zamku, mogłem zasnąć, jak widać byłem bardziej niż zadowolony

jestem sobie podróżnikiem

czasami znajdę jakieś fajne wykopalisko!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz