środa, 9 września 2009

pan mróweczka i jego goście

panem mróweczką czasami nazywają mnie rodzice, mam takie trzy piżamki mróweczkowe i z tego to wynika. mama ciągle mi coś kupuje i już nie nadążam co i jak, ale to przez moje długie nóżki, które prędzej czy później w każdych śpiochach i pajacu chcą zrobić dziurę.

mieliśmy dziś iść do kina, mama umówiła nas z ciocią juśką i jaśkiem i z ciocią mary i żabkiem. wystroiła się sama, wystroiła mnie, nakarmiła, przebrała i wyruszyliśmy. niestety na przystanku rozbolał mnie strasznie brzuszek i zacząłem płakać, nawet noszenie na rękach przez mamę nie pomagało, no i zawróciliśmy do domu. może za tydzień się uda. tylko, że żabek wyjeżdża na wakacje i go nie będzie.

wieczorem przyszła ciocia madzia wielgolesia, tak bynajmniej mama na nią mówi. już mnie nie bolał brzuch i byłem sobie małym wesołkiem. ciocia bez strachu wzięła mnie na ręce, bo ma dużą rodzinkę i mają tam dużo dzieci. ciocia była bardzo opalona, ale powiedziała, że to opalenizna na ciecia. nawet mama nie wiedziała co to znaczy, a chodzi o to, że opalona jest tylko tam gdzie ma krótki rękaw i dekolt, bo się nie opalała, tylko przy okazji tak wyszło. ciocia mieszkała kiedyś z mamą, jak były studentkami, na ulicy miłej i podobno było bardzo miło. też bym chciał mieszkać na takiej ładnej ulicy.

w tej piżamce nazywają mnie rodzice panem mróweczką

na rączkach u cioci madzi, ruszaliśmy się raz ja raz ona, i mama zrobiła z dziesięć zdjęć, i wszystkie poruszone

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz