sobota, 12 września 2009

mój pierwszy walkathon

rodzice zabrali mnie dziś na mój pierwszy w życiu walkathon. polega to na tym, że ludzie startują i idą sobie na spacer, a za każdy kilometr, firma która produkuje buty ecco płaci na dobre cele 4 złote, nie wiem czy to dużo czy mało, ale jak idzie dużo ludzi to się tego dużo nazbiera. dostałem swój identyfikator i koszulkę niebieską, bo dla chłopca, i nawet plecak dostałem z jabłkiem i wodą, ale jabłko zjadł tata, a wodę wypiła mama. brałem też po drodze udział w zabawie poszukiwaczy skarbów, pomagały mi mama i ciocia ania ryckowa. bo się okazało, że na ten spacer wybraliśmy się właśnie z ryckami. na trasie było mnóstwo niespodzianek, były zespoły grające różne piosenki, panowie na szczudłach w kolorowych strojach, pan puszczający największe na świecie bańki mydlane… no i najfajniejsze dwie niespodzianki – najpierw spotkaliśmy jaśka z ciocią juśką i jego tatą wujkiem marcinem, a potem… karinkę z ciocią moniką i wujkiem igorem. chcieliśmy się nawet pocałować, ale nie potrafiliśmy. mało co nie poznałem tej karinki, tak mi się spodobała, że może kiedyś zostanie moją żoną?

powiem wam jeszcze, że już przy samej mecie przy placu zamkowym było dużo harcerzy i podeszliśmy z mamą do grupki harcerzy weteranów i tak im się spodobałem, że jedna pani wzięła mnie za rączkę i pocałowała. co mi się niezbyt spodobało i się rozpłakałem.

po dotarciu na metę, okazało się, że nasza rodzinka przeszła 6 kilometrów, co oznacza, że ecco zapłaci za nasz dystans na dobry cel aż 72 złote plus ja dodatkowo razem z mamą i ciocią anią ułożyliśmy mapę skarbów i ecco zapłaci za to dodatkowe 25 złotych. czyli ja wpłaciłem najwięcej, hurra!

a potem wszyscy bardzo głodni pojechaliśmy na obiad do restauracji, a ja nawet dostałem do obejrzenia kartę dań, ale nic nie wybrałem.

dzień był bardzo fajny, muszę przyznać.

byłem gotowy, czapka od słońca i wygodne buty…

po drodze spotkałem dwa misie, które nie potrafiły nadziwić się mojej urodzie

potem jeszcze jedna niespodzianka – ciocia i wujcio rycki, zdziwili się, że tak urosłem

na starcie było tłoczno

zrobiłem małą przerwę na przekąskę

spotkałem też karinkę, dawno niewidzianą koleżankę, próbowaliśmy dać sobie buzi, ale nie wiedzieliśmy jak

potem zobaczyłem harcerzy, w podeszłym wieku, ale młodych duchem

obiecałem im, że rozważę przystąpienie do zuchów w przyszłości

to moja karta startowa

cała nasza rodzinka ubrana na zielono, jak żabki

potem trzeba było się posilić, ja też dostałem kartę, ale nie mogłem się zdecydować i jak zwykle skończyło się na mleku od mamy

i przekąsce w postaci kulek od mojej zabawki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz