w piątek tata nie poszedł do pracy, więc od razu było wiadomo, że to nie będzie zwykły weekend. od rana mieliśmy ważne plany, bo przyszedł czas na odbiór mojego paszportu w mińsku! mama zarządziła pobudkę o 6 rano, ale stawialiśmy z tatą lekki opór przez co wyjechaliśmy z domu trochę później niż planowaliśmy. mama szybko załatwiła sprawy w urzędzie i od teraz mogę już śmiało jeździć po świecie! to nie był jednak koniec wycieczki, bo pojechaliśmy dalej, do mrozów, żeby złożyć podanie o becikowe dla rodziców za to, że mnie mają. pod urzędem gminy czekała na mnie niespodziewanka, w postaci babci mai i dziadka marka, którzy akurat byli niedaleko. w urzędzie zachowałem powagę, a pani urzędniczka powiedziała, że becikowe będzie za miesiąc. zastanawiam się, co by powiedziała jakbym był niegrzeczny…
z powrotem w domu była wielka krzątanina. szczególnie krzątała się mama, która na przykład umyła wszystkie okna w mieszkaniu, a tata powiedział jej, że jest super dzielna. ciekawe, bo mi powiedział to samo, jak dostawałem ostatnio szczepionkę w przychodni.
no i właśnie, a propos przychodni. ponieważ zacząłem jakoś tak kichać i pokasływać, rodzice zabrali mnie do lekarza. pani doktor powiedziała, że mam początki jakiejś infekcji i przepisała mi jakieś specyfiki, żeby się jej pozbyć. nie wiem do końca, co to ta infekcja, ale nie brzmi to przyjemnie, więc postaram się sumiennie brać lekarstwa.
po południu tata pojechał na dworzec i wrócił z ciocią olą. hurra, ale fajnie. ciocia ucieszyła się na mój widok tak jak ja na jej. razem spędziliśmy miło wieczór i poszliśmy wszyscy spać w dobrych humorkach.

rodzice dziś mieli taki pracowity dzień, że zrobili mi tylko jedno zdjęcie. tu z mamą w urzędzie gminy mrozy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz