niedziela, 13 września 2009

jak zostałem kuracjuszem

rano dzień zapowiadał się leniwie, ale nagle zadzwonił telefon i rodzice ruszyli do akcji, musieli szybko ogarnąć mieszkanie, bo się okazało, że przejazdem przez warszawę są ciocia celina i wujek fredek kurkowscy, rodzice wujka tomka. na szczęście nie było tak brudno i się udało na czas, tuż przed dzwonkiem do drzwi, nawet tata zdążył skoczyć do sklepu po lody.

u cioci i wujka byłem już w odwiedzinach, ale siedząc w brzuchu, w ostatnim miesiącu mojego tam pobytu odwiedziliśmy ich przytulny domek na jurze krakowsko-częstochowskiej. ciocia i wujek byli tylko godzinkę i było bardzo fajnie, szkoda, że tak krótko.

potem pojechaliśmy z rodzicami do konstancina do uzdrowiska, to tam zostałem kuracjuszem. chodziliśmy po parku zdrojowym, gdzie były różne stoiska, bo odbywał się tam festyn. także odwiedziłem strażaków, policjantów i motocyklistów, i wtem spośród innych ludzi zobaczyłem znajomy wózek. to lewelinka z rodzicami! zadzwoniliśmy jeszcze po michaszkę z ciocią anią i wujkiem karolem i był komplet, poszliśmy wszyscy do tężni i wdychaliśmy tam solanki, a potem jeszcze krótki spacer i trzeba było wracać, bo zrobiło się późno.

na rączkach u cioci celiny

wujek fredek też mnie dostał na ręce, ale to było jak już wychodzili, a nie chciałem, żeby już szli i się denerwowałem

pozujemy z panem strażakiem

w odwiedzinach u policjantów

i u motocyklistów

spotkałem też smoka i księżniczkę rozdających ulotki o lesznowoli

wielkie spotkanie z michaszką i lewelinką oraz ich rodzicami

potem jeszcze poodychać solankami w tężni

i można iść na rączki do mamy

albo do taty… misie stópkowe ślą pozdrowienia dla cioci stelli i wuja stefka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz