niedziela, 25 października 2009

weekend pod znakiem babci

przyjechała do mnie dzisiaj druga babcia. babcia tania chociaż mieszka baaardzo daleko, to chce mnie często odwiedzać i codziennie kilka razy dzwoni i mówi, jak bardzo za mną tęskni. tak to jest z tymi babciami.

babcia zabrała mamę dzisiaj na zakupy i zostawiły nas z tatą samych aż na 3 godziny. wyobraźcie sobie, że nawet mnie tata karmił. dziś pierwszy raz zjadłem cały posiłek z butelki, oczywiście z maminego mleczka. mama myślała, że zjem pół butelki, a ja zjadłem całą i się dziwiłem, że to by było na tyle. potem babooshkę, czyli babcię tanię zabraliśmy do knajpki babooshka na obiad. wszyscy jedli rosyjskie jedzenie, a ja spałem.

w niedzielę pojechaliśmy wszyscy na spacer do parku kaskada. tata mówił o tym parku już kilka razy i w końcu udało nam się do niego dojechać. park nie za duży, więc spacer przeniósł się na uliczki żoliborskie. było prawdziwie jesiennie i zimno… brrrr. to pewnie dlatego babcia zabrała nas na lody do grycana. ale było fajnie. znaleźliśmy kącik malucha i szalałem tam z babcią, czytałem książeczki, przewalałem klocki, chciałem oczywiście wszystko wziąć do buzi. a najbardziej te wszystkie torty, co były w witrynce obok kącika.

mam nową koszulkę, którą mama kupiła tacie, to znaczy niby mi, ale żeby tacie zrobić przyjemność, ma napis: „born to be red” – czerwone diabły do boju

w babooshce sobie spałem

to zdjęcie ze mną w roli głównej

babcia nie chce oddawać wózka ani na moment

jesienne spacery

kurtkę liżemy

babcia myje wózek

jarzębina mnie zaintrygowała

ale pyszności, babci i mi ciekła ślinka

odkryliśmy kącik malucha i kolejne przedmioty, które są kolorowe i można by je polizać…

… i książeczkę o koniku, wprost się zaczytałem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz