wtorek, 20 października 2009

chustowiązałka

jak zawsze w poniedziałek wybraliśmy się na klub mam, gdzie była profesjonalna chustowiązałka, tak tak, profesjonalna, z różnymi certyfikatami i innymi takimi. przyniosła dużo chust, jakby ktoś swojej nie miał. ale na szczęście my mieliśmy naszą super chustę, której tata wybrał kolor, a mama zamówiła na internecie. to nie byle jaka chusta, bo chusta z bocianem, wyprodukowana w niemczech i z super ekologicznego materiału, za którą mama zapłaciła oczywiście super cenę. rodzice się śmieją, że dla dzieci sprzedawcy mogą wcisnąć wszystko, no bo wiadomo, że na dzieciach nikt oszczędzał nie będzie.

w każdym razie nauczyliśmy się dwóch nowych wiązań i, i mama, i ja byliśmy bardzo zadowoleni. ja to nawet zasnąłem na pierwszym wiązaniu, i mama straciła modela na drugie i musiała trenować na sucho, bo ja spałem. noszenie w chuście to super sprawa, a przekonał nas o tym syn chustowiązałki aleks, który jak jego mama chwyciła chustę, to uwiesił się jej na nodze i nie chciał słyszeć, że mama chce pokazywać węzły na lalce, zrobił awanturę i mama musiała wybrać jego i to on został zachustowany.

no a we wtorek byliśmy na kawce u lewelinki i jej mamy cioci ani. było bardzo miło. wypróbowałem nowe zabawki lewelinki, oprócz tego mama wypiła najlepszą bezkofeinową kawę jaką kiedykolwiek piła, i właśnie dlatego od razu wprosiliśmy się na następną wizytę. hurra!


mama dzielnie wiąże chustę

udało się, pozujemy z jaśkiem i ciocią juśką

z tatą na lunchu, ach co to był za pamiętny lunch, po nim mama miała dużo prania i to nie tylko moich ubranek

na kawce u cioci ani, jestem szalony i w żadnym razie nie chcę siedzieć na rączkach na kanapie, na rączkach tak, ale proszę ze mną chodzić, żebym mógł zwiedzać

zadanie numer jeden: wypróbować leżaczek lewelinki

zadanie numer dwa: szaleć z lewelelką na jej matce o tematyce dżungli

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz