piątek, 2 października 2009

kanarkowa czarna plaża

prawdę mówiąc, rodzice przyznali mi się, że do tej pory ich wyprawy wyglądały zupełnie inaczej, niż miał wyglądać ten wyjazd. po pierwsze, przez cały tydzień wiadomo było gdzie będziemy spać. po drugie mieliśmy zapewnione śniadania i kolacje, po trzecie zamiast plecaków rodzice spakowali nas w walizki na kółkach, po czwarte tym razem rodzice nie zabrali ze sobą samych najgorszych ubrań, czyli takich co ich nie będzie szkoda… mama mówi, że tych różnic można by było wymieniać sporo. ja tam nie narzekałem, bardzo mi się podobało, szczególnie to, że wiedziałem gdzie będę spał kolejnej nocy.

rano poszliśmy sobie na spacerek, trochę się powłóczyliśmy po ulicach playa de las americas, byliśmy na lunchu, gdzie mama piła piwko bezalkoholowe, a tata wręcz przeciwnie, rozejrzeliśmy się co gdzie jest, no i tata wyczytał w gazecie, że jutro będzie mecz. więc się wybieramy.

aha, no i najważniejsze, byliśmy na plaży, popołudniu, żebym się nie opalił przypadkiem. mama weszła pierwsza, a potem była zmiana i kąpał się tata. mówiłem im, że sobie sam poradzę na brzegu, ale nie chcieli słuchać i ktoś zawsze ze mną zostawał. a najśmieszniejsze było to, że na terefere piach na plaży jest czarny, wulkaniczny mówi tata.


wstałem w dobrym humorku …

… i od razu przywdziałem swoje nowe kąpielówki od cioci danki

chętnie pozowałem …

… i wywijałem…

… aż skończyłem na brzuchu

przytualiśmy się z mamą przez cały czas

za plecami po prawej nasz hotel iberostar playa bouganville

falki były nieduże, ale wolałem się dziś nie kąpać

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz