sobota, 3 października 2009

la primera division

ulala. nie uwierzycie, dziś tato rano wstał i gdzieś zniknął. okazało się, że poszedł po samochód. wynajęliśmy moją pierwszą w życiu brykę, srebrne renault clio. mama się chwilę martwiła, czy w bagażniku zmieści się mój wózek, ale na szczęście okazało się, że bagażnik ten jest nawet lepiej dopasowany do mojego wozu niż bagażnik naszej corollki.

pojechaliśmy naszą nową bryczką do los christianos na lody i na obiadek do knajpki nad samym morzem. oczywiście zrobiłem tam furorę, no i jak rodzice zjedli pojechaliśmy dalej.

do santa cruz de tenerife jechaliśmy autostradą, taka teneryfa ma autostrady, a u nas w polsce o nie trudno. no, ale nie będę się w takie poważne sprawy zagłębiał, bo chociaż niech niemowlaki w polsce nie muszą się takimi rzeczami martwić. w santa cruz od razu pojechaliśmy pod stadion, gdzie tata kupił dla naszej trójki bilety. tak nie przesłyszeliście się, ja też musiałem kupić bilet i to nie było ulgowych, więc za 20 euro tata kupił mi bilet.

no ale ja tu piszę o cenach, a nie dodałem, że to był bilet na mecz primera division, czyli pierwszej ligi hiszpańskiej. z club deportivo tenerife (miejsce 15 w lidze hiszpańskiej) grać mieli deportivo la coruna, czyli 4 klub tej ligi. fajnie, tak się ucieszyłem, że miałem mały wypadek… podczas gdy mama przebierała mnie dosłownie ze wszystkiego w samochodzie, tatko poszedł zaprać moje spodenki i pozostałe ubranka do pubu sportowego. długo go nie było i się mu nie udało, więc mama się śmiała, że chyba piwem zapierał. no i na mecz poszedłem w koszulce i bez spodenek, na szczęście było ciepło. mieliśmy miejsca na samej górze, bardzo dobry widok i byłem bardzo zadowolony. mecz skończył się przegraną naszych teneryfańczyków (tak to się mówi?) zero do jednego. a zapomniałbym dodać, że klub z teneryfy jako flagi klubowe ma taką samą jak flaga szkocji, ciekawe.

w drodze powrotnej zajechaliśmy na nabrzeże, żeby obejrzeć auditorio de tenerife. taki amfiteatr podobny trochę do opery w sydney. nie myślcie sobie, że w byłem w sydney, ale rodzice mi mówili. chociaż oni też nie byli, pojedziemy tam razem.

moja bryka zmieściła się bez problemu

na obiadku z tatą

byłem najmłodszym uczestnikiem meczu, przynajmniej tak mi się wydaje

zdjęcie z rodzickami, miałem swoje miejsce

taki miałem widok na boisko

z mamą zwiedzamy auditorio de tenerife

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz