sobota, 21 listopada 2009

muchy cykatuchy

obudziłem się jako pan żabka. pan żabka mówią na mnie rodzice, jak ubiorę nową piżamkę od dziadków mrozowskich. zresztą zobaczycie na zdjęciach.

dziś rodzice przygotowali dla mnie nową atrakcję – drugie śniadanie z marchewki. mama nagotowała marcheweczek z rynku, zmiksowała dodała kaszki manny i pyszne jedzenie gotowe. znaczy się rodzice mówią, że pyszne, ale coś mi się wydaje, że sami nie są tacy przekonani. w każdym razie baaaardzo się zdziwiłem, jak mama podsunęła mi pod nos pierwszą łyżeczkę z jakąś pomarańczową papką. niechętnie, ale trochę jednak zjadłem, a tata kręcił obok filmik i dopingował mnie razem z mamą do jedzenia.

po śniadanku odwiedziliśmy karinkę i jej rodziców i razem pojechaliśmy na spacer po kampinosie. mama dowiedziała się, że do miejsca spaceru jest aż 30km w jedną stronę dopiero, jak przejechaliśmy już ponad połowę trasy i nie było odwrotu. ale tata się pocieszał, że ustalał trasę razem z wujkiem igorem i nie był jedynym sprawcą zamieszania.

w kampinosie było przyjemnie, ale tylko na początku. zaraz się okazało, że im dalej w las tym więcej muszek. właściwie to ciężko powiedzieć czy to były muszki czy jakaś krzyżówka muszek i komarów. no i musieliśmy wracać szybciej niż planowaliśmy. ja żałowałem tylko, że nie spotkaliśmy ani jednego żubrzyka. trudy podróży rodzice wynagrodzili sobie pyszną pizzą na bemowie. a ja poznałem się z bardzo miłym panem od pizzy i nawet mamy razem zdjęcie.

nie myślcie sobie, że to był koniec wrażeń na ten dzień. o, nie. prosto z pizzy pojechaliśmy w góry ożarowskie, żeby poznać moją najnowszą koleżankę – małą helę, siostrę antona. hela dopiero co wróciła ze swoją mamą ze szpitala i na razie nie była zbyt rozmowna. cały czas leżała cichutko u cioci na kolankach i odpoczywała. a mój tata chodził jak nakręcony i tylko powtarzał, jaka ona malutka. a, co ten tata, zapomniał, jaki ja byłem jeszcze parę miesięcy temu?

antoś był bardziej skory do figli. wymyślił nawet nową zabawę w zabieranie mi mojego lewka i pszczółki. wujek mikołaj namówił go zaraz, żeby mi podrzucił w zamian swoje klocki i tez było fajnie.

ale wszystko, co dobre szybko się kończy i niedługo ruszyliśmy do domku odpocząć po trudach długiego dnia.
zadzwońmy do dziadków

co mi założono?

o, to ma uszy…

o nie, to o to tu chodziło… dają mi jakieś paskudztwo… ja nie chcę

czemu mi to dajecie?

z karinki jest niezła laska

na spacerku u much cykatuch

mama z ciocią

zabrałem wszystkich na pizzę

pan kucharz, żeby mnie tylko na jakąś pizzę nie położył do konsumpcji

szalejemy u antka

a to mała hela na rączkach u cioci iwonki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz