w zawierciu czekała już ciocia celina i pani janinka, babcia tamtejszych dzieci. tyle, że dzieci – wujek tomek i ciocia gosia już nie mieszkają w zawierciu i są duże, jak moi rodzice. było, jak zawsze w zawierciu, mnóstwo dobrego jedzonka i kupa śmiechu z różnych opowieści. bo ciocia celina studiowała z dziadkami świnoujskimi i zawsze są jakieś śmieszne historie z tych czasów. ciocia ta ma szkołę językową i uczy różnych języków, tzn. ona uczy angielskiego, ale są tam różni inni nauczyciele i oni uczą różnych innych języków. przez to do cioci przyjeżdżają ludzie z całego świata w odwiedziny do tej szkoły i ona jeździ odwiedzać ich szkoły. fajnie ma.
byliśmy też z mamą na spacerku po osiedlu, bo mama jak była mała to tam jeździła na wakacje i z wujkiem tomkiem jeździła na rowerach po tym osiedlu więc mi chciała pokazać, a ja spałem i nic nie widziałem… no może jednym okiem trochę.
a wieczorem przyjechał wujek fredek mąż cioci celiny, który pracuje hen hen w katowicach. a potem przyjechał mój tata z zabrza i nawet dostał obiad, chociaż przyjechał na kolację. no i wieczorem pojechaliśmy w trójkę z mamą i tatką do zabrza. nie muszę wam pisać, że wizyta się udała.
pani janinka, czyli zawierciańska babcia, która zawsze ma jakieś smakołyki w swojej kuchni
byłem obfotografowywany przez ciocię celinę, więc słałem uśmiechy na prawo i lewo
w takiej pozycji też umiem
uff męczące to pozowanie
o tata przyszedł… nie zmieniłem ubranka na jego cześć, tylko z całkiem innego, pewnie się domyślacie jakiego, powodu

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz