czwartek, 19 listopada 2009

zawierciańskie klimaty

jak zwykle o wszystkim dowiaduję się ostatni. mama już dawno obiecała tacie, że do niego do zabrza wpadniemy. żeby nie siedzieć mu za długo na głowie, ustawiła ten wyjazd na czwartek. w międzyczasie rozmawiała z ciocią celiną, tą koleżanką babci tani, która mieszka niedaleko zabrza, która zaprosiła nas, żebyśmy ją odwiedzili. tak więc dziś o piątej rano wsiedliśmy z mamą w samochód, ja oczywiście od razu uderzyłem w drzemkę i przespałem prawie 300 km, przed samym zawierciem (15 km) zachciało mi się jeść i wtedy też zdarzyła mi się mała wpadka i mama musiała mnie umyć od stóp do głów chusteczkami nawilżanymi.

w zawierciu czekała już ciocia celina i pani janinka, babcia tamtejszych dzieci. tyle, że dzieci – wujek tomek i ciocia gosia już nie mieszkają w zawierciu i są duże, jak moi rodzice. było, jak zawsze w zawierciu, mnóstwo dobrego jedzonka i kupa śmiechu z różnych opowieści. bo ciocia celina studiowała z dziadkami świnoujskimi i zawsze są jakieś śmieszne historie z tych czasów. ciocia ta ma szkołę językową i uczy różnych języków, tzn. ona uczy angielskiego, ale są tam różni inni nauczyciele i oni uczą różnych innych języków. przez to do cioci przyjeżdżają ludzie z całego świata w odwiedziny do tej szkoły i ona jeździ odwiedzać ich szkoły. fajnie ma.
byliśmy też z mamą na spacerku po osiedlu, bo mama jak była mała to tam jeździła na wakacje i z wujkiem tomkiem jeździła na rowerach po tym osiedlu więc mi chciała pokazać, a ja spałem i nic nie widziałem… no może jednym okiem trochę.

a wieczorem przyjechał wujek fredek mąż cioci celiny, który pracuje hen hen w katowicach. a potem przyjechał mój tata z zabrza i nawet dostał obiad, chociaż przyjechał na kolację. no i wieczorem pojechaliśmy w trójkę z mamą i tatką do zabrza. nie muszę wam pisać, że wizyta się udała.


pani janinka, czyli zawierciańska babcia, która zawsze ma jakieś smakołyki w swojej kuchni

byłem obfotografowywany przez ciocię celinę, więc słałem uśmiechy na prawo i lewo

w takiej pozycji też umiem

uff męczące to pozowanie

na drzemkę zawsze znajdzie się czas

dostałem też do zabawy drewnianą łyżkę z rosji, bardzo lubianą przez wszystkie dzieci

o tata przyszedł… nie zmieniłem ubranka na jego cześć, tylko z całkiem innego, pewnie się domyślacie jakiego, powodu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz