potem pojechaliśmy na kawkę do kawiarni w miejscu, gdzie kiedyś pracowała mama. było bardzo sympatycznie, szczególnie, że nie można tam było palić papierosów. rodzice jedli jakieś fokaczie, a ja jak zwykle obszedłem się smakiem.
wieczorem było też bardzo fajnie, bo byliśmy u cioci wisi i jej chłopaka janusza. mama mówi, że to duże wydarzenie, bo ciocia nie mieszkała wcześniej z chłopakami, a do tego ciocia przyszykowała prawdziwą ucztę. nawet upiekła jakieś tortille. wszyscy się nie mogli nadziwić, że to ta sama ciocia wisia, co wcześniej nigdy nie gotowała. a na imprezce byli jeszcze ciocia i wujek rycki no i wujek bastek, tata żabka (żabek siedzi w sopocie z mamą, żeby wujek bastek mógł spokojnie pisać doktorat, co jak widać robi, hi hi). ciocia wisia i wujek janusz pokazywali zdjęcia z ekwadoru, gdzie byli razem i wchodzili na wysoką górę i wujek janusz był dumny, że ciocia wisia nie robiła tego w szpilkach. a do tego mieszkali u prawdziwych indian w dżungli i byli na galapagos głaskać żółwie. ale fajnie mieli. mama mówi, że też kiedyś tam pojedziemy…. już tyle miejsc mamy do odwiedzenia, że głowa boli.
a najfajniejsze z dzisiejszego dnia jest to, że przybyła mi nowa koleżanka, a mój kumpel antek ma siostrzyczkę, na świat przyszła helcia kaczanowska i już nie mogę się doczekać, żeby ją zobaczyć.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz