dziś na klubie mam miała być jakaś pani fizjocośtam. no więc mama się bardzo napaliła na to spotkanie, mama żabka, ciocia mary, też. tak więc spotkaliśmy się z żabkiem na matce w naszym klubie na łowickiej i czekaliśmy, aż pani fizjocośtam przyjdzie. a że się spóźniała, to żabek pochwalił mi się swoją nową koszulką. czarnym body, które kupił mu wujek bastek. body na środku miało namalowane śmiesznego, zielonego ludzika, który był raczej paskudny. oczywiście zaraz spytałem mamy, o co chodzi i dlaczego ja nie mam takich paskudnych ludzików na moich ubrankach. okazało się, że ludzik na koszulce żabka to mistrz yoda. cała historia z tym związana jest taka, że jak urodził się żabek, a było to zanim ja pojawiłem się na świecie, jego rodzice nie mogli dojść do porozumienia, jakie imię ma żabek mieć. ciocia mary chciała michasia albo mateuszka, wujek bastek koniecznie chciał rysia, że niby ciocia marysia ma rysia. no więc żabek urodził się bezimienny. dobieranie imienia dla żabka trwało i trwało, wielkie debaty na ten temat były podczas pępkowego żabkowego. na czas bezimienności żabka, ponieważ do żabka on początkowo nie był podobny, nazywał go jego tata mistrzem yodą. to taka postać z jakiegoś filmu o gwiazdach. mistrz podobno był nie za ładny, ale żabek najbardziej go swojemu tacie przypominał, więc został mistrzem yodą (nawet ma takiego bloga), co prawda żabek teraz już jak najbardziej przypomina żabka a nie mistrza, ale ludzika na koszulkę dostał. uff taka to historia.
w końcu przyszła pani fizjocośtam i pokazywała różne ćwiczenia i mówiła jak dziecko nosić i inne takie. mówiła, że na boczku nie wolno kłaść dzieci, a ja tylko tak umiem zasnąć, to co mam nie spać w ogóle? w każdym bądź razie, wzięła mnie na chwilkę na ręce i się popłakałem, bo wszyscy na mnie patrzyli, a ja miałem być modelem do pokazywania i się zawstydziłem.
powiem wam tylko jeszcze krótką historię, o mojej niepoznanej jeszcze koleżance emilce. tata emilki, tomek pracuje z mamą. emilka podobno jest bardzo grzecznym dzieckiem i wcale nie płacze. właściwie to nie płacze nigdy, płakała w swoim dziecięcym życiu (krótszym od mojego o jakiś miesiąc) tylko kilka razy, no może kilkanaście (na szczepionkach i jak była bardzo, bardzo głodna). i dlatego lekarze wymyślili, że musi chodzić właśnie do jakiegoś fizjocośtam, bo nie płacze i nie ma mięśni brzucha wytrenowanych. także mówię wam, lepiej trochę jednak płakać i nie musieć chodzić na treningi brzuszkowe. a mój kumpel antek, syn wujka mikołaja też czasem płacze i wtedy woła swojego tatę i mówi: tato ja płakam trochę. jak skończy to mówi: tato ja płakam już nie, daj papier. i wujek daje mu papier i antek wyciera łzy i idzie spać. fajnie nie?

my z żabkiem słuchaliśmy z zapartym tchem

żabek z tyłu ma śmieszny stopieniek, to podobno wyróżnia rodzine domżalskich i jego tata odkrył to dopiero niedawno, jak zobaczył u żabka, to pomacał się po tyle głowy i wszystko było jasne

po wrażeniach z panią fizjo zasnąłem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz