niedziela, 8 listopada 2009

ukulturalniam się

niedzielny poranek minął nam bardzo spokojnie. tym razem żadnych wycieczek, wyjazdów i innych takich. atrakcje przewidziano dopiero na popołudnie. na początek wybraliśmy się do restauracji na sushi. mama nie jadła tego przez całą ciążę ze względu na moje bezpieczeństwo, więc teraz sobie od czasu do czasu pozwala. na początku to nawet spałem, ale potem się obudziłem i byłem zainteresowany miejscem, w którym byłem po raz pierwszy.

jak już się najedliśmy (ja też oczywiście zjadłem swoją porcję mleczka) przyszła pora na inne atrakcje. ale najpierw rodzice skorzystali z tego, że znów zasnąłem w samochodzie i zabrali mnie na spacerek po parku saskim. po spacerku przyszła pora na pierwszą wizytę w galerii zachęta.

już od wejścia rodzice byli mi wdzięczni, że wybrałem się z nimi. dzięki mnie mogli nam kupić wspólny bilet rodzinny i zaoszczędzić parę złotych. wskoczyłem grzecznie w chustę do tatki i zaczęliśmy zwiedzanie. najpierw były różne zdjęcia i sala, w której puszczano jakiś mecz. a na piętrze oglądaliśmy kolorowe obrazki zachętowe. nie wszystkie były dla mnie zrozumiałe, ale pewnie za jakiś czas będą. podobała mi się ta wizyta w galerii. mam nadzieję, że jeszcze mnie rodzice kiedyś na taką zabiorą.

wieczorem, jak już zasnąłem śniło mi się, że mama pojechała gdzieś i wróciła niedługo z dziadkiem ryśkiem. ciekawe. zobaczymy rano czy to na pewno był sen.

a może sushi?

a to jest właśnie drzewko bonsai, tato

tu już kiedyś byłem

mamo, powiedz tacie, żeby się rozchmurzył ;-)

kontemplujemy

kto to tak wysoko powiesił? muszę się strasznie wychylać

no nie, teraz to już naprawdę nic nie widzę

a gdzie woda? i czemu jestem w ubranku?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz