wtorek, 10 listopada 2009

dziadek zwany rysiem

na szczęście to wczorajsze to nie był tylko sen i dziś rano jak się obudziłem to okazało się, że jest u nas mój dziadek! dziadek zwany rysiem, czyli tata mamy, pomimo, że dość daleko mieszka, bo 600 kilometrów, to daleko (sam wiem, bo jechałem długo pociągiem żeby go odwiedzić), to wpada do nas od czasu do czasu. dziadek jest kolejarzem i często załatwia w warszawie jakieś ważne sprawy, zapraszają go na różne uroczystości i wtedy chodzi w garniturze i wygląda bardzo odświętnie. mama mu podprasowuje spodnie i dobiera krawaty i dziadek wygląda pierwsza klasa. cały poniedziałek był super, pomimo tego, że lało i że nie poszliśmy do kina, bo grali jakiś horror. bawiliśmy się z dziadkiem w różne rzeczy, i dziadek wymyślał na mnie różne śmieszne nazwy. mama opowiadała, że nasz dziadek to istna skarbnica ksywek i cała nasza rodzina, nawet prababcia ma jakieś śmieszne przezwiska.

a najfajniejsze z tego wszystkiego jest to, że używa się ich tylko jak my słyszymy, nikt inny spoza rodzinki. tak to śmiesznie mamy.

wszystkie ryśki to fajne chłopaki, dlatego z dziadkiem się tulimy…

… bawimy…

… bawimy w boruca…

albo fabiańskiego…

o a to już następny dzień, wsuwam głośnik od mojej zabawki, myśleli, że dam się nabrać, że to zwykły kwiatek

… dziś w wanience jest woda!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz