niedziela, 29 listopada 2009

mama ma katar

weekend upłynął pod znakiem kataru mamy. z tego powodu musieliśmy odwołać wszystkie wspólne atrakcje. na szczęście tata i ja trzymaliśmy się dzielnie.
w sobotę rano, jak się tylko obudziliśmy tata pojechał zapisać mnie na basen dla maluchów. mają być instruktorzy, inne dzieci i w ogóle fajna zabawa w wodzie. już się nie mogę doczekać.

potem wybraliśmy się na długi spacer. mama dała nam do załatwienia listę sprawunków, więc poszliśmy na bazarek. czasem tam chodzę z mamą i tata nie musiał się obawiać, że nie trafimy. w drodze powrotnej wpadłem na pomysł żeby rozweselić trochę mamę i kupić jej pyszną szarlotkę francuską w tej kafejce na rogu naszej ulicy. mamie oczywiście przypadł do gustu mój pomysł, a ciasto bardzo jej smakowało.
resztę dnia spędziliśmy w domku. przez 1,5 godziny bawiłem się sam w salonie turlając się po całej podłodze. tata przybiegał do mnie tylko, jak już dosięgałem zimnych kafli w kuchni, a poza tym nikt mi nie przeszkadzał.

w niedzielę też poszliśmy w męskim gronie na spacer. pogoda dopisała, więc było bardzo przyjemnie. odkryliśmy tajemny przesmyk koło ogródków działkowych i sobie tam wędrowaliśmy, aż mama zadzwoniła, czemu tak długo nas nie ma. oj, ta mama, nie wie, że w męskim świecie czas płynie inaczej…

a wieczorem rodzice mnie zaskoczyli, bo urządzili mi kąpiel o 18. jak się później okazało, wszystko dlatego, że praca wysyła znowu tatę poza warszawę, tym razem do krakowa. no ale postanowiliśmy, że jedziemy razem, więc się bardzo cieszę! tam mnie jeszcze nie widzieli!

zapasy z gieną

ufff… poskromić gienę

w końcu dobry chwyt

turlanko

jak nikt nie widzi to turlam się do kuchni na zimne kafle

a to właśnie widać jak pomagałem tacie

miałem przecież sprawdzić czy raport jest dobry …

… i wprowadzić kilka poprawek

ej, to znowu ja

na spacerniaku z tatą

ja też jadę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz