z cezarei pojechaliśmy do ruin miasta meggido zwane również armageddon. to miasto jest podobno znane z tego, że ma się tu odbyć ostateczna bitwa dobra ze złem, jak będzie koniec świata. trochę to dla mnie wszystko skomplikowane z tymi sprawami, ale mam nadzieję, że do końca świata jeszcze daleko, bo mam jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia. w każdym razie, rodzice mówią, żebym się o to nie martwił. no więc w tym megiddo to mało było do oglądania, bo większość budynków jest zniszczona. ale była za to super atrakcja w postaci 70-metrowego tunelu pod ziemią. dzięki temu tunelowi mieszkańcy miasta mogli czerpać wodę nie wychodząc poza mury miasta. spryciarze.
kolejnym przystankiem na naszej dzisiejszej trasie był beit she’arim. dotarliśmy tam jak już zamykali (no bo znowu zaczynał się ten szabat) i wpuścili nas na chwilę tylko dzięki temu, że mama zagadała z panią po rosyjsku. w tym miejscu znajdują się głównie bardzo stare grobowce i sarkofagi (trudne słowo, tata pomógł mi je wpisać) w jaskiniach i zdążyliśmy zajrzeć tylko do jednej z nich.
po powrocie do hajfy poszliśmy do przyjemnej restauracyjki. mama mówi, że czasem na urlopie trzeba zaszaleć, no to zaszaleliśmy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz