wtorek, 2 lutego 2010

niby niedaleko, a jednak o wiele inaczej

nie wiem już jak to jest z tymi urlopami. niby człowiek powinien sobie wstawać o której ma ochotę, a u nas jakoś tak inaczej, bo ostatnio ciągle mamy wczesne pobudki. nie żebym narzekał, bo i tak śpię sobie, kiedy tylko chcę i w ogóle podoba mi się to podróżowanie. dziś rano pożegnaliśmy jerozolimę na jakiś czas i pojechaliśmy autobusem do tel avivu. podróż minęła nam szybko, bo to tylko kilkadziesiąt kilometrów, a do tego cały czas po autostradzie.

na dwa dni zameldowaliśmy się w miejscowym hotelu, niedaleko plaży. nie chcę się wdawać w szczegóły, ale jak zobaczyliśmy odrapany budynek, w którym mamy spać przez najbliższe dwie noce to tata nie chciał tam wchodzić. no ale ostatecznie nie wybrzydzaliśmy bardzo i zostaliśmy.

niedługo wybraliśmy się na spacer. pogoda była piękna. świeciło słoneczko, a od morza wiał lekki wiater. okazało się, że spacer zajął nam właściwie pół dnia. ruszyliśmy brzegiem morza śródziemnego (o, kolejne morze w mojej karierze) w kierunku północnym i, jak to powiedział tata, wczuwaliśmy się w klimat miasta. a muszę wam powiedzieć, że tel aviv jest zupełnie inny niż jerozolima. dużo bardziej nowoczesny i kolorowy. a życie też wygląda tu inaczej. wydawało się, że jest już weekend, bo w kawiarniach było pełno ludzi a na promenadzie mijaliśmy mnóstwo uprawiających biegi lub inne sporty.

no więc tak sobie przyjemnie spacerowaliśmy, a co jakiś czas robiliśmy przerwę na przykład po to, żeby popatrzeć jak chłopaki skaczą na plaży na takiej śmiesznej gumowej trampolince. też chciałem spróbować, ale na razie mogłem tylko popatrzeć. wreszcie sami zatrzymaliśmy się w kawiarni. rodzice pili kawkę, a ja zapoznałem się z jednym tubylcem.

a w ogóle to okazuje się, że w tym tel avivie to łatwiej się dogadać po rosyjsku niż po angielsku, więc mama może się wykazać. zauważyłem, że lubię słuchać, jak ktoś mówi po rosyjsku. no, ale nic dziwnego, w końcu jestem ćwierć-rosjaniniem!


na promenadzie – już nam się tu podoba!

latające chłopaki

szalom, kolego

żyć nie umierać

można posiedzieć samemu…

…albo z tatkiem

taki to widok mieliśmy

i wszystko jasne

wejście na śmieszną plażę

jedno nie ulega wątpliwości – stópki mam po mamie

i jeszcze fotka na koniec dnia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz