w muzeum było bardzo fajnie, mieli obrazy impresjonistów, współczesnych i trochę staroci rubensowych.
potem pojechaliśmy do hajfy, stamtąd ma być baza wypadowa na różne zwiedzania. droga niedaleka, i mieliśmy zajechać do cezarei. no tak, zajechaliśmy, ale padało i był straszliwy wiatr, więc rodzice stwierdzili, że ze zwiedzania nici. tak więc pojechaliśmy dalej do hajfy. a tam nasz fajny hotel, jeden z najfajniejszych i mam swoje łóżeczko i można się w nim bawić w namiocik. wieczorem pojechaliśmy jeszcze na górę, bo hajfa leży na wybrzeżu i na wzgórzach, i z tych wzgórz właśnie widać ładnie całą hajfę. a tam był kościół stella maris, więc do niego zaszliśmy i się okazało, że był bardzo ładny.
zdarzył się też smutny przypadek, bo zgubiłem dziś z tatą mojego wielbłąda jordańskiego, którego dostałem od hint. szukaliśmy go potem długo, ale się nie znalazł, nawet w sklepie, gdzie kupowaliśmy rzeczy na kolację. papa mój wielbłądzie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz