w samolocie spotkałem aleksa, który wracał z jordanii z mamą i babcią, okazało się, że aleks ma rok i 3 miesiące, i urodził się w jordanii, a rodziców ma polaków. ale mama aleksa pracuje dla onz i pomaga ludziom, co mieszkają w takim kraju irak, co sąsiaduje z jordanią zresztą. i aleks bardzo szybko biegał i robił psikusy, i mama się uspokoiła, że może jednak nie jestem bardziej nadpobudliwy niż norma.
no a potem się okazało, że byłem grzeczny w obu samolotach, ale i tak jeden z naszych bagaży nie doleciał. i tata poszedł go szukać, a my z mamą pojechaliśmy do domu, znowu z panem taksówkarzem, który dla mnie przywiózł fotelik za dodatkowe 20 złotych i był tak miły, że czekał, jak wysiedliśmy z samolotu, za dodatkowe 35 złotych. tak czy siak, w domu zobaczyłem moje wszystkie zabawki, i dywan do raczkowania, i zapomniałem o mamie i tacie, który już zdążył wrócić na prawie dwie godziny. a potem spałem w łóżeczku i inne takie zwykłe sprawy.
a wieczorem z tatą poszliśmy na spacer i się okazało, że kombinezon mama na mnie wciskała, bo tak urosłem. i taki to był dzień. niby powroty i koniec urlopu, ale jednak co dom, to dom.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz