więc dziadki i julka przywieźli mnóstwo prezentów i bardzo się z nich cieszyłem, i dostałem nawet dodatkowo książeczkę o misiu paddingtonie, sam nie wiem co to za jeden, ale tata będzie mi czytał na dobranoc.
no i w piątek tata poszedł do pracy, a my byliśmy i w łazienkach i na starówce i u syrenki i u małego powstańca, i pokazywaliśmy wszystko julce co i jak w tej warszawie, nawet kolumnę, tego no, wiecie na zet króla co się nazywał jak wazon czy coś.
no a byliśmy też na lodach w grycanie i sępiłem od wszystkich lody, nawet u stolików obok, ale nikt mi nie chciał dać. a w domu był pyszny obiad, bo mama z babcią ugotowały. a ja też dostałem, bo mama z babcią ugotowały mi zupę cukiniową z cielęciną, bo babcia specjalnie ze świnoujścia przywiozła paczki z mięsem dla mnie, specjalnym zamawianym od takich panów co mają dobre.
no a w sobotę rano wszyscy wstali skoro świt, i ze swoją świtą pojechałem na basen, pojechał z nami i dziadek rysiek i julka, tylko babcię tanię zostawiliśmy w domu, bo się nie zmieściła do samochodu. na basenie było fajnie i graliśmy w kosza, i ja oczywiście wrzuciłem pierwszą piłkę! całkiem sam! i tata był ze mnie taki dumny.
a potem byliśmy w śmiesznej restauracji meksykańskiej i julce zamówili takie ciasto i przyniósł jej go sam zorro i było ciemno, a ja wcale się nie bałem. a potem byliśmy na nowym świecie i w bliklem, a potem oglądaliśmy zdjęcia z naszej wyprawy. bo dziadki bardzo chciały zobaczyć zdjęcia. przez całą wyprawę pisali do nas smsy i się ciekawili, co my takiego robimy i gdzie jesteśmy, więc nic dziwnego, że i zdjęcia im się podobały, chociaż nieprzebrali rodzice i było ich prawie 2 tysiące! ups.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz