przede wszystkim pojechaliśmy na wilanów do lewelinki i jej mamy cioci bajkosi. ciocia bajkosia nagotowała smakołyków dla mamy. była tarta z cukinią i szarlotka. a ja miałem do zabawy lewelinkę i jej zabawki. do tego taki śmieszny mechaty dywan, który chciał chyba jechać ze mną do domu, bo po troszku się przylepiał do moich ubranek. było bardzo fajnie, a na koniec ciocia zrobiła mamie super kawkę bezkofeinową, takiej nie robią w żadnej kawiarni.
wracaliśmy z tego wilanowa ponad godzinę, bo ci drogowcy nie posprzątali śniegu i wszyscy musieli bardzo powolutku jechać, a ja stwierdziłem, że takie nudy, że się zdrzemnę.
wieczorem przyszła do nas jeszcze ciocia piszczałka. co prawda to my mieliśmy ją odwiedzić, ale jak usłyszałem, że znowu mamy jechać na ten wilanów to zrezygnowaliśmy. ciocia przyjechała prosto po pracy i była bardzo przemarznięta. mam nadzieję, że się nie rozchoruje z tego wszystkiego. ale na szczęście na jej piszczenie to nie zaszkodziło i piszczała ze mną i z moimi zabawkami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz