wtorek, 1 czerwca 2010

hej przygodo!

po drodze obchodziłem dzień dziecka i wszyscy bardzo mnie tulili i byli mili jak zawsze. no, i dziś po pracy mama miała pełne ręce roboty i pomagałem jej jak umiałem. jak tylko coś włożyła do takich śmiesznych toreb, co się nazywają sakwy, to ja jak tylko się dało najszybciej, wyjmowałem to. pakowanie dzięki temu trwało dłużej, ale było dokładniejsze.

no i koło dwudziestej pojechaliśmy nad morze. jechaliśmy długo, ale tego już nie pamiętam, bo spałem. no i obudziłem się w dziwnym miejscu, a za ścianą był już żabson. ale o tym jutro.


gorączka podróżnicza, żeby nie zapomnieli mojego bidonu

tata sprawdza rowery przed startem

ja mam swoją kierownicę, a co!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz