rano okazało się, że nie jesteśmy sami tylko w towarzystwie tosi i jej rodziców i od razu ruszyliśmy nad morze. na plaży starałem się nie ubrudzić rączek piaskiem, ale mi się średnio udawało, więc w końcu odpuściłem. po południu oglądaliśmy mundial, a jakże, a ja żałowałem, że nie wziąłem z domu mojej wuwuzeli.
w niedzielę zmieniliśmy plażę i odwiedziliśmy ciocię agatkę i wujka pawła w chałupach. rozglądałem się za tymi chałupami, ale żadnej nie wypatrzyłem. ciekawe. na plaży mama podpięła się pod taki duży latawiec i chciała nam odlecieć, ale na szczęście jej się nie udało. no a potem już trzeba było odjeżdżać do domu. na osłodę zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w gdańsku i odwiedziliśmy groźnego pana neptuna.
najpierw trzeba się wymazać pysznym mazidłem, uwielbiam zajadać kosmetyki, szczególnie kremy i mydła
o! jest i tosia, moja kompanka, fajną ma piłę futbolową i czapkę do waterpolo
no ja mam za to grabki i babę
na wyprawie w chustach u tatów
ja siedzę już z tyłu
tosia czyta travelera z ciocią anią
mamo, bo cię to coś porwie!
ciociu agato, ja jednak wolę moją wuwuzelę
mamo, czy ten piach musi tak brudzić?
fuj
co teraz, co teraz?
samotny wędrowiec
uwielbiam naszą toyotkę
z mamą u neptuna
chodzić chcę sam
jak widzicie, tosia mnie lubi

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz