niedziela, 27 czerwca 2010

morza szum

jeśli ktoś się spodziewał, że już nie będzie atrakcji wakacyjnych z moim udziałem to się mylił. w kolejny piątek znowu było pakowanko, przy którym jak zwykle dzielnie pomagałem, a potem poszedłem grzecznie spać. no a jak się obudziłem w środku nocy to byliśmy już nad morzem. tym razem nie nad morzem świnoujskim tylko nad morzem jastrzębio-górskim.

rano okazało się, że nie jesteśmy sami tylko w towarzystwie tosi i jej rodziców i od razu ruszyliśmy nad morze. na plaży starałem się nie ubrudzić rączek piaskiem, ale mi się średnio udawało, więc w końcu odpuściłem. po południu oglądaliśmy mundial, a jakże, a ja żałowałem, że nie wziąłem z domu mojej wuwuzeli.

w niedzielę zmieniliśmy plażę i odwiedziliśmy ciocię agatkę i wujka pawła w chałupach. rozglądałem się za tymi chałupami, ale żadnej nie wypatrzyłem. ciekawe. na plaży mama podpięła się pod taki duży latawiec i chciała nam odlecieć, ale na szczęście jej się nie udało. no a potem już trzeba było odjeżdżać do domu. na osłodę zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę w gdańsku i odwiedziliśmy groźnego pana neptuna.

najpierw trzeba się wymazać pysznym mazidłem, uwielbiam zajadać kosmetyki, szczególnie kremy i mydła

o! jest i tosia, moja kompanka, fajną ma piłę futbolową i czapkę do waterpolo

no ja mam za to grabki i babę

na wyprawie w chustach u tatów

ja siedzę już z tyłu

tosia czyta travelera z ciocią anią

mamo, bo cię to coś porwie!

ciociu agato, ja jednak wolę moją wuwuzelę

mamo, czy ten piach musi tak brudzić?

fuj

co teraz, co teraz?

samotny wędrowiec

uwielbiam naszą toyotkę

z mamą u neptuna

chodzić chcę sam

jak widzicie, tosia mnie lubi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz