na początek dnia pojechaliśmy do wielkiego kanionu kolorado. jak wiecie, widziałem już w życiu parę kanionów, ale takiego dużego to jeszcze nigdy. a głęboki był jak nie wiem co. raczej nie dałbym rady zejść i wejść z powrotem. ale dla mnie ważne było też to, że nadal mogłem sobie zbierać kamyczki. a mogę powiedzieć, że ja to mógłbym to robić całymi dniami.
z kanionu ruszyliśmy w stronę vegas i tak nasza wielka pętla dobiegła do końca. jak poszedłem spać to rodzice poszli do kasyn, ale z tego co wiem nie wrócili z grubszymi portfelami niż mieli przed wyjściem.
tuż przed wyjazdem zrobiliśmy jeszcze zakupy ubraniowe i fruuu, polecieliśmy przez ocean do domku. dużo mam wrażeń z tego wyjazdu. ciekawe, kiedy się przestawię na zmienione godziny zegarkowe.

zbieramy kamyki na drogę
chyba się dopiero obudziłem

zrobiłem zdjęcie moim kompanom

i samemu kanionowi też

mama frunie

spotkałem wiewiórkę

a tu mam kieszonkę na kamyki

takim truckiem to byśmy pomknęli przez te ich autostrady

taaakie ryby można tu złapać
tama hoovera

wanna na miarę moich potrzeb
o właśnie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz