niestety na samym początku naszego pobytu miałem mały wypadek, jak mama się na chwilę odwróciła, to chciałem jej zrobić niespodziankę i przekręciłem się parę razy najpierw w prawo, a potem w bok i za chwilę się okazało, że łóżka już nie było, a ja leżałem na podłodze i głośno płakałem. wszyscy się przestraszyli nie na żarty, i po krótkiej naradzie, mama owinęła mnie w kocyk, spakowała plecak i wózek i poszliśmy szukać tuktuka, bo w naszym hotelu nikogo nie było na recepcji. pan tuktukarz był bardzo przejęty i szybko nas zawiózł do szpitala, który był ogromny. tam co chwila ktoś mnie chciał oglądać, było chyba z 4 lekarzy i poprosili, żebyśmy zostali na obserwację na noc, na co mama się zgodziła. dostałem swój pokój na oiom’ie, a mamie dali nawet piżamkę. jak już zasnąłem to spałem ładnie i wszyscy rano powiedzieli, że jesteśmy bardzo fajni i nic mi nie jest, ale możemy już iść. i przyszedł wojtuś z tatą i razem pojechaliśmy do hotelu, odwiózł nas samochód szpitalny.
no i tego dnia odpoczywaliśmy, czyli nic nie robiliśmy. rodzice nie chcą mnie teraz ani na sekundę spuszczać z oka.
a następnego dnia pojechaliśmy do słoni i do tygrysów. także mam 8 miesięcy i siedziałem na prawdziwym tygrysie i jeździłem na słoniu... i wcale, ale to wcale się nie bałem, wojtuś też nie.
a to ich dzieła:

niezla kupe zrobil wasz slon :->
OdpowiedzUsuń