poniedziałek, 9 stycznia 2012

kanchanaburi

jeśli ktoś z was myślał, że do tajlandii przyjechaliśmy z wycieczką zorganizowaną albo siedzieć przez 3 tygodnie w jednym miejscu, to się bardzo grubo pomylił, no i pewnie nie znał moich rodziców, haha.

no więc po dwunocnym odpoczynku w bangkoku, a raczej jego braku, bo nasz bartuś nadal nie chce spać ze wszystkimi, tylko woli spanie w dzień i w środku nocy budzi się do zabawy, wyruszyliśmy na zachód. do przejechania było 130 km, ale tutejszym autobusem zajęło to 2,5 godziny, bywa. w kanchanaburi mieliśmy kilka planów, jednym z nich była wizyta w świątyni tygrysów, ale z powodu nocnych ekscesów mojego szanownego braciszka i niewyspania taty (to on zabierał bartusia na nocne eskapady po barach, żebyśmy mogli spać) zrezygnowaliśmy z tej wyprawy.

byliśmy natomiast na moście kolejowym na rzece kwai, znanym podobno z jakiegoś filmu, na miejscu okazało się, że most bardzo fajny, nawet jeździ przez niego pociąg (niestety było za późno, żeby się na ten pociąg załapać), tyle że ten most to nie ten most, bo tamten zniszczyli w czasie wojny. spacerowaliśmy po nim, najpierw z mamą, a potem z tatą, bartuś tymczasem spał po jednej stronie mostu. zjedliśmy koło mostu bardzo dobry obiad, i wróciliśmy pick-upem do hotelu, jeszcze nie wiedzieliśmy, że ten typ taksówki (na pace pick-upa) będzie naszym najczęściej używanym typem obok tuktuków.

jednego dnia byliśmy też na wodospadach erawan. gdzie było bardzo pięknie, spotkaliśmy moje pierwsze w życiu małpy na wolności, rozciąłem sobie nogę i płakałem z tego powodu przez godzinę, po czym rozpocząłem strajk skarpetkowy, nie chciałem zdejmować skarpetek za żadne skarby i pilnowałem, żeby je mieć też w nocy, więc jak się budziłem, a rodzice podstępnie mi je zdjęli, to była awantura. mama wzięła z domu tylko po 2 pary skarpetek, bo mieliśmy w nich nie chodzić (tylko do samolotu), więc chodziłem też w skarpetkach taty. a, no i na wodospadach spotkaliśmy kanadyjską koleżankę w wieku bartusia, co nie chciała nic jeść tak jak bartuś, ale oni nie mieli słoiczków i nie dostawała też mleka mamy i spotkaliśmy też dużo rosjan, co na te wodospady, przyjechali z wycieczką.


stary pociąg, jestem miłośnikiem pociągów

most na rzece kwai

most ten jest kolejowy

a to rzeka kwai właśnie

jeszcze z tatą się przeszliśmy

tajlandia jest bardzo kolorowa

i mają tu dobre piwo

bartuś z tatą w naszym wesołym autobusie

małpy wodospadowe

przygotowany na skok

do wodospadu

do naszych rzeczy chciała się dobrać małpa

bartuś spotkał kanadyjską rówieśniczkę

zająłem miejsce

zaraz za kierowcą mniej wiało

były też fajne widoki

bartuś śpi w minibusie

4 komentarze:

  1. waszych rodzicow nikt by nie posadzal o podroz z orbisem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A w muzuem w Kanchanaburi byliście? 10 lat temu, jak tam byłem (jak to w ogóle brzmi 10 latemu!??) to była taka fajna wystawa na pierwszym piętrze o Miss Tajlandii; zaraz nad wystawą poświęconą ofiarom, które zginęły przy budowie tej linii kolejowej...

    OdpowiedzUsuń