niedziela, 24 kwietnia 2011

pszczółki, rico pies i dzieci, czyli święta w goleniowie

zanim opowiem wam o świętach w goleniowie, to się tylko pochwalę, że na pszczółki nie mówię już bi, ale pszczółki właśnie. w ogóle, to mogę się pochwalić, że powtarzam co tylko usłyszę, używam jak najwięcej słówka „nie”, no i mówię pełnymi zdaniami. pewnie to zasługa wszystkich gaduł w moim towarzystwie, a szczególnie babci mai, która na co dzień się mną zajmuje i mojej mamy, której się buzia nie zamyka.

no ale wracając do tematu, na święta pojechaliśmy do goleniowa. jak zwykle wszyscy byli, i babcia misia (babcia marysia) i dziadek antek, babcia tania i dziadek jiś kolejarz, rodzice, ciocia jolcia i wuj staś, czyli właściciele kampera i prawdziwego psa rico („rico pies, prawdziwy pies” to było hasło tego wyjazdu, no i jeszcze „nunuś jedzie na katacje do kampera”), do tego był wujek tomek i ciocia ola, wujek jurek i ciocia aga, no i dzieci, czyli lua (julia), mi (dominika) i kamil. i wyobraźcie sobie, że wszyscy zmieściliśmy się przy jednym stole. dla mnie najważniejsze jednak było, że było dużo jajek, które uwielbiam. do tego po obżarstwie świątecznym pojechaliśmy na tzw. pole, czyli na pasiekę wuja stasia, gdzie stoi kamper i pojechał z nami rico pies. sami zobaczcie.


plastry na miodek

wujek staś i pszczółki, miałem specjalny pszczelarski kapelusz

i wcale się nie bałem

na polu też było jedzenie

ale najważniejsze, że był rico pies prawdziwy pies

dawałem mu jeść patyki, a on żeby nie zrobić mi przykrości je zjadał

biegaliśmy też za nim z babcią tanią

próbowałem go też dosiadać

obżarstwo i ja w moim kubraku

większość czasu spędzałem z dziećmi

kamil pożyczył mi piłkę i poszliśmy wszyscy na placyk

a tam, najprawdziwsza w świecie rura

1 komentarz:

  1. O to nieźle z tym powtarzaniem Michatkowi to się dopiero zaczęło:)

    OdpowiedzUsuń