sobota, 3 kwietnia 2010

nad morzem i w goleniowie

tak jak powiedziałem, rano dotarliśmy do świnoujścia. warto dodać, że nie mogłem się doczekać i nie spałem już od 5.30. najpierw przez godzinę zajmowała się mną mama, a potem była zmiana i przejął mnie tata.

no ale najważniejsze, że dziadki bardzo się ucieszyli jak mnie zobaczyli. zabawy na podłodze było co niemiara. a po południu mieliśmy gości z austrii. była u nas ciocia ania, od mamy z klasy, ze swoim mężem martinem. od razu mi się spodobali, bo są bardzo weseli. a najlepsze jest to, że zapraszają nas do siebie w wakacje. ale fajnie – pojedziemy nad jezioro na motorówki! jakby było mało atrakcji to jeszcze poszliśmy do weroniki i jej rodziców – cioci lidki i wujka irka. uff, można się pogubić z tymi wszystkim znajomymi. w każdym razie weronika pokazywała mi swoją kolekcję zabawek i w ogóle się mną zajmowała, a rodzice mogli sobie spokojnie porozmawiać.

w sobotę byliśmy na spacerku z innymi kolegami mamy ze szkoły – ciocią kasią i wujkiem michałem i z ich dziećmi. piotruś zwany pitkiem miał taki super rowerek bez pedałów i ja też bym taki chciał. no i w ogóle to chyba fajna musi być ta szkoła, bo można tam mieć dużo znajomych.

po południu pojechaliśmy już do goleniowa. było bardzo wesoło, a wszyscy chcieli mnie brać na ręce i się ze mną bawić. ja to jednak jestem towarzyski chłopak!

kolejowy dziadek i kolejowy balonik

wujek martin z austrii

wujek i ciocia zapraszają nas w wakacje do siebie

misio pożyczył mi kapelutek

weronika z rodzicami, domek i straż pożarna

co to za dziwne ćwiczenie?

znalazłem śmieszny rulonik

i mówisz tato, że ten schumacher dawał kiedyś radę?

z pitkiem, martynką i ich rodzicami na spacerze w parku

poszliśmy sobie

pradziadku, chcesz kawałek ciasteczka?

ja już chyba kiedyś grałem na tym sprzęcie

rozplączmy to wreszcie!

jabłuszko

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz