wstaliśmy jak co dzień rano. zapowiadał się naprawdę gorący dzień. dziadek rysiek ubrał się w garnitur i pojechaliśmy z rodzicami zawieźć go na jakieś ważne spotkanie, a sami zamierzaliśmy pospacerować po parku skaryszewskim. zanim jednak tam weszliśmy okazało się, że ważne spotkanie dziadka jest dopiero jutro i mamy wolny dzień. zaproponowałem szybko, żebyśmy w takim razie pojechali do dziadków zwolińskich w odwiedziny. pomysł wszystkim się spodobał i za godzinę byliśmy już w drodze do mrozów. to była moja pierwsza tak daleka wycieczka! prawdę powiedziawszy przespałem chyba całą drogę, no ale pewnie jeszcze nie raz będziemy jechać tą trasą, więc się napatrzę.
babcia maja i dziadek marek bardzo się ucieszyli na mój widok. dorośli zjedli obiad, a ja odpoczywałem na kanapie. w międzyczasie nie zapomniałem, o swoim zwyczaju i postanowiłem nieco osikać okolicę. tym razem padło na ręcznik babci mai, ale babcia jest fajna i powiedziała, żebym się w ogóle nie przejmował.
na dworze zrobiło się trochę mniej upalnie i postanowiliśmy wybrać się na spacer. tym razem dziadek marek prowadził moją brykę i cały czas uważał, żeby mi w oczy słonko nie świeciło. rodzice szli kawałek wcześniej, więc mogłem się nareszcie trochę wyluzować i od nich odpocząć.
po spacerku ruszyliśmy w drogę powrotną. już w warszawie zaczęła się straszna ulewa, ale w ogóle się nie bałem. w domku tata szybko mnie wykąpał, poprzytulałem się troszkę do mamy, a dziadek rysiek sprawdzał czy już zasnąłem.

o jaki okaz ze mnie

zastanawiali się do kogo jestem podobny, werdyktu nie ma, jest tylko taki, że jestem ładny, hurra!

z dziadkami na spacerku, na szczęście dziadkowie nie wyrywali sobie wózka i mogłem sobie smacznie spać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz