wtorek, 23 czerwca 2009

spodziewana wizyta, niespodziewana przesyłka

dziś był naprawdę fajny dzień.

jak tylko wstaliśmy, rodzice zaczęli się trochę uwijać po mieszkaniu. okazało się, że mamy dziś przed sobą dużo wrażeń. najpierw przyszła miła pani, którą rodzice przedstawili mi jako położną środowiskową (co za trudne słowa). znaczną część wizyty przespałem, zwłaszcza kiedy rodzice dyktowali pani położnej moje dane dla przychodni. potem pani położna obejrzała mnie i mamę i powiedziała, że wszystko jest w porządku.

po tak dobrze rozpoczętym dniu, byłem na spacerze. teraz rodzice chcą żebym codziennie spędzał trochę czasu na świeżym powietrzu (no w miarę świeżym, w końcu to warszawka). więc nawet jak pada, to chodzimy na spacery.

potem przyjechali dziadek marek z babcią mają, czyli rodzice taty. pomimo tego, że jestem ich już drugim wnuczkiem, to się mną zachwycali. byli co prawda już w szpitalu na chwilę mnie zobaczyć, ale tam nie wolno było za głośno się zachowywać, więc nie mogli się swobodnie zachwycać. w domu było o wiele prościej. babcia oczywiście od razu porwała mnie na ręce, dziadek był lekko onieśmielony. było fajnie.

no a wieczorem, jak już powoli zamierzałem zasnąć, zadzwonił dzwonek do drzwi, i rodzice się nikogo nie spodziewali, i tata otworzył drzwi, a tam taki ładny pan w garniturze się pyta, czy tu mieszka wojciech zwoliński, no to tata mówi, że to jego syn, i pan dał dla mnie paczkę. okazało się, że to z taty pracy przysłali dla mnie mnóstwo prezentów. całe pudło. I czego tam nie było, i kosmetyki, i ubranka, i gryzaczki, śliniaczki i bardzo fajny miś, z serduszkiem. miś zostanie moim kumplem, tak jak krokodyl giena, z którym mam fajne zdjęcie.


w moim ulubionym ubranku od babci tani

achy i ochy dziadków zwolińskich

ja z moją przesyłką


no i po tych wszystkich atrakcjach zasnąłem snem kamiennym, robiąc sobie paznokciem na poliku zawadiacką szramkę

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz