sobota, 20 czerwca 2009

nareszcie w domu

hurra! co prawda wynik na granicy normy, ale wypuszczają nas do domu.

strasznie dużo czasu zajęła ta cała papierologia i wypis ze szpitala, także właściwie do domu dotarliśmy o 18tej. po drodze spałem, więc była dla mnie niespodzianka, bo zasnąłem w szpitalu, a obudziłem się w domu. ominęła mnie przez to frajda jazdy samochodem w źle uregulowanym foteliku, ale może to i lepiej. tatuś tak się spieszył, że ustawił zagłówek w foteliku na wysokości dokładnie ponad moją głową, więc śmiesznie to wyglądało. zobaczcie sami na zdjęciach.

na mamę w domu czekały kwiaty, a na mnie wielki napis „witamy w domu”, łóżeczko, krokodyl giena i balon ze scooby doo. zupełnie jak w amerykańskich filmach…

dziś po raz pierwszy wykąpał mnie mój tata, w mojej niebieskiej wanience. było bardzo śmiesznie, bo krzyczałem ile wlezie, żeby sąsiedzi rodziców wiedzieli, że mają nowego lokatora. tata mówił, żebym tak nie krzyczał, bo ktoś zawiadomi pomoc społeczną i mnie zabiorą od rodziców, ale potem się okazało, że tylko żartował.

a wieczorem słuchaliśmy z mamą nowej płyty taty z serii blue note records - john’a coltrane’a i było naprawdę przyjemnie…


najfajniejszy szpital noworodkowy
mój rajdowy fotelik

tata podobno nad napisem pracował całą noc ;)
moje łóżeczko i krokodyl giena z balonem ze scooby doo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz