czwartek, 9 czerwca 2011

mam braciszka!!!

nie pisałem o tym za dużo, żeby nie zapeszać, ale mama od dawna w brzuchu nosiła mojego braciszka. daliśmy mu na imię bartuś, i po mamy brzuchu nie można już było tak skakać jak kiedyś. mama miała wielki brzuch, coraz większy, a rodzice czytali mi różne książeczki o tym, jak to jest mieć braciszka. no i wiedziałem, że w moim pokoju kiedyś zamieszka też bartuś, czekałem czekałem i się doczekałem.

mama z tatą gdzieś zniknęli, a jak rano się obudziłem, to w salonie był bałagan, bo rodzice zaczęli podłączać sprzęt grający i musieli przerwać. za to przyjechał na noc wujek marcin i jak rano wstałem to mi powiedział, że mama i tata pojechali do szpitala po bartusia, i ja cierpliwie na nich czekałem.

potem przyjechał tatuś, i powiedział, że bartuś już niedługo przyjedzie i skręcaliśmy dla niego łóżeczko.

aż w końcu dziś przyjechał! jest bardzo mały, babcia maja mi tłumaczyła, że nie będzie umiał mówić ani chodzić. no i płacze trochę i robi dużo kup. ale najważniejsze, że przywiózł mi wielkiego psa, ogromnego, większego niż on sam, nawet większego niż ja sam.
teraz pomagam tacie i mamie, podaję pieluchy, przynoszę ubranka i w ogóle mam teraz dużo roboty.

„a to bartuś”, ma 55 cm, waży 4 kilo, rodził się przez 4 godziny i w ogóle lubi cyfrę cztery

„jest malutki”

czasem płacze

i ma włosy, a ja byłem łysiutki

jazda do domku

urodził się w tym samym szpitalu co ja, tylko jemu pomagała przyjść na świat pani maria romanowska, a w szpitalu był tylko 2 noce, bo jego żółtaczka była mniejsza niż moja, może się zmyła, bo bartuś urodził się do wody i na początku sobie pływał

pierwszy raz zobaczyłem bartusia

mój nowy pies

wielki pies

pomagam tacie przy bartusiu

3 komentarze: